I ACa 490/22 - wyrok z uzasadnieniem Sąd Apelacyjny w Gdańsku z 2023-02-24

Sygn. akt: I ACa 490/22

WYROK

W IMIENIU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ

Dnia 24 lutego 2023 r.

Sąd Apelacyjny w Gdańsku I Wydział Cywilny

w składzie:

Przewodniczący: SSA Marek Machnij

Protokolant: sek. sąd. Mariusz Neumann

po rozpoznaniu w dniu 24 lutego 2023 r. w Gdańsku

na rozprawie

sprawy z powództwa M. W.

przeciwko Bankowi (...) Spółce Akcyjnej w G.

o ustalenie i zapłatę

na skutek apelacji pozwanego

od wyroku Sądu Okręgowego w Gdańsku

z dnia 28 grudnia 2021 r. sygn. akt I C 815/17

1) oddala apelację,

2) oddala zgłoszony przez pozwanego zarzut zatrzymania zasądzonego na rzecz powoda świadczenia do czasu zaoferowania przez niego zwrotu na rzecz pozwanego świadczenia z tytułu kapitału kredytu w kwocie 180.000 zł (sto osiemdziesiąt tysięcy złotych).

Na oryginale właściwy podpis.

Sygn. akt: I ACa 490/22

UZASADNIENIE

Powód M. W. wniósł o ustalenie, że umowa kredytu hipotecznego, zawarta przez niego w dniu 8 maja 2007 r. z (...) Bank S.A. (poprzednikiem prawnym pozwanego Banku (...) Spółki Akcyjnej w G.), jest nieważna ze skutkiem ex tunc z powodu wad oświadczenia woli (tj. błędu) i ze względu na zawarcie w niej postanowień umownych sprzecznych z przepisami ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. Prawo bankowe (t. jedn. Dz. U. z 2022 r., poz. 2324 z późn. zm., powoływanej dalej jako „pr. bank.”) i mających na celu obejście jej przepisów oraz o zasądzenie od pozwanego na jego rzecz kwoty 117.799,22 zł z odsetkami ustawowymi za opóźnienie od dnia wniesienia pozwu (tj. 6 maja 2017 r. k. 82) do dnia zapłaty.

Pozwany wniósł o oddalenie powództwa, kwestionując je co do zasady i co do wysokości, w szczególności zaprzeczając, aby zawarta między stronami umowa kredytu była sprzeczna z przepisami ustawy lub zasadami współżycia społecznego albo zawierała jakiekolwiek postanowienia abuzywne. Powołał się ponadto na to, że powód nie ma interesu w żądaniu ustalenia nieważności umowy oraz podniósł zarzut przedawnienia roszczenia jako mającego charakter świadczeń okresowych.

W piśmie procesowym z dnia 23 lipca 2021 r. powód zmodyfikował powództwo w zakresie żądania zwrotu nienależnego świadczenia za okres od 28 czerwca 2007 r. do dnia 28 lipca 2021 r. w ten sposób, że wniósł o zasądzenie od pozwanego na jego rzecz kwoty 75.365,16 zł i kwoty 25.587,70 CHF.

Sąd Okręgowy w Gdańsku wyrokiem z dnia 28 grudnia 2021 r. ustalił, że zawarta przez powoda w dniu 30 kwietnia 2007 r. z G. M. Bank (poprzednikiem prawnym pozwanego) umowa kredytu nr (...) jest nieważna, zasądził od pozwanego na rzecz powoda kwotę 75,365,16 zł z odsetkami ustawowymi za opóźnienie od dnia 19 września 2017 r. do dnia zapłaty oraz kwotę 25.365,70 CHF, oddalił powództwo w pozostałym zakresie i zasądził od pozwanego na rzecz powoda kwotę 9.117 zł tytułem zwrotu kosztów procesu, a w pozostałym zakresie obciążył kosztami sądowymi pozwanego, pozostawiając szczegółowe rozliczenie referendarzowi sądowemu.

W uzasadnieniu powyższego wyroku Sąd Okręgowy przedstawił obszerne i szczegółowe ustalenia faktyczne, dotyczące okoliczności, w jakich w dniu 8 maja 2007 r. doszło do zawarcia między powodem a poprzednikiem prawnym pozwanego (...) Bank S.A. umowy kredytu hipotecznego nr (...), indeksowanego do franka szwajcarskiego (CHF) oraz treści tej umowy i sposobu jej wykonywania przez strony, ze szczególnym uwzględnieniem postanowień umownych i oś-wiadczeń powoda, dotyczących znajdującego się w tej umowie mechanizmu indeksacji.

Omówił także podstawy dokonania tych ustaleń w odniesieniu do przyjętej przez siebie oceny wiarygodności i mocy dowodowej zebranego w sprawie materiału dowodowego¸ podkreślając, że stan faktyczny w znacznej części był niesporny między stronami, zwłaszcza jeśli idzie o treść umowy oraz wypłatę kredytu przez pozwanego i dokonywanie jego spłaty przez powoda. Jednocześnie zwrócił uwagę, że zeznania przesłuchanych w sprawie świadków E. C. i A. P., chociaż były ze sobą zgodne, nie miały istotnego znaczenia, ponieważ ci świadkowie albo nie pamiętali szczegółów zawarcia przedmiotowej umowy, albo wcale nie mieli z nią kontaktu i tylko ogólnie mogli wypowiedzieć się o procedurach związanych z udzielaniem kredytów hipotecznych. W przeciwieństwie do nich powód posiadał bezpośrednią wiedzę o okolicznościach związanych z zawarciem tej umowy, w tym o zakresie informacji i wyjaśnień na temat kredytu indeksowanego w CHF, udzielonych mu przez pracowników banku, wobec czego jego zeznania zasługiwały na wiarę, gdyż były spójne i logiczne. Odnośnie do licznych dokumentów, złożonych przez strony, w szczególności pozwanego, uznał, że nie były one przydatne dla dokonania ustaleń istotnych dla rozstrzygnięcia, ponieważ nie odnosiły się bezpośrednio do spornej umowy i ukazywały jedynie szersze tło zawierania umów denominowanych lub indeksowanych do waluty obcej, które to okoliczności są obecnie powszechnie znane.

Oceniając zasadność powództwa w świetle dokonanych ustaleń faktycznych, Sąd Okręgowy wskazał, że przedmiotową umowę należało uznać za nieważną, a powództwo o zapłatę zasługiwało na uwzględnienie. W pierwszej kolejności wyjaśnił, że mimo dochodzenia się przez powoda zwrotu zapłaconych na rzecz pozwanego kwot jako świadczenia nienależnego, ma on interes prawny w rozumieniu art. 189 k.p.c. w jednoczesnym dochodzeniu również ustalenia nieważności umowy kredytu, ponieważ uwzględnienie roszczenia o zapłatę nie rozstrzygałoby między stronami sporu co do istnienia po stronie powoda obowiązku spełnienia świadczeń należnych dopiero w przyszłości.

Następnie stwierdził, że kluczowe znaczenie ma ocena postanowień umownych, dotyczących przeliczania kwoty kredytu na walutę, do której jest on indeksowany w momencie uruchomienia środków oraz przeliczania na walutę obcą spłaty rat kredytu, dokonywanych w walucie polskiej. W tym zakresie uznał, że kredyt indeksowany do CHF można określić jako kredyt udzielany w walucie polskiej, w którym kwota kredytu jest przeliczana na walutę obcą, która stanowi podstawę do ustalania wysokości rat kapitałowo – odsetkowych, które są jednak spłacane w walucie polskiej. W związku z tym zakwestionował możliwość stosowania do tego przeliczania kursów CHF, ustalanych jednostronnie i arbitralnie przez bank w oparciu o zasady. Nie ma przy tym znaczenia, jak bank faktycznie ustalał te kursy, zwłaszcza, czy można uznać, że miały one charakter rynkowy. Nie ma także znaczenia to, że we wniosku powód wskazał, że wnosi o kredyt indeksowany do CHF oraz to, że pozwany księgował ten kredyt jako walutowy.

Sąd Okręgowy wziął ponadto pod uwagę, że z umową kredytu indeksowanego do CHF wiąże się ryzyko walutowe, wynikające ze zmienności kursu tej waluty, o czym powód nie został należycie i wyczerpująco poinformowany przez bank.

W konsekwencji na podstawie szczegółowych rozważań uznał, że w niniejszej sprawie spełnione zostały wszystkie przesłanki do uznania, że postanowienia umowne, regulujące indeksację za pomocą kursu CHF, stanowią niedozwolone postanowienia umowne. Dotyczyło to zarówno regulacji, przewidującej przeliczanie wartości świadczeń stron za pomocą kursu CHF, jak i zasad ustalania kursów tej waluty stosowanych w tym przeliczaniu. Uznał ponadto, że w tej sytuacji nie ma możliwości zastąpienia niedozwolonych postanowień umownych w celu uzupełnienia umowy. Zgodnie z jej treścią świadczenia stron podlegały bowiem spełnianiu w walucie polskiej, ale przy ich jednoczesnym przeliczeniem za pomocą kursu CHF. Pozostawienie umowy w mocy bez mechanizmu indeksacji, czyli powyższego przeliczania, byłoby zatem niezgodne z wolą stron, które nie umawiały się na kredyt złotowy oprocentowany stawką LIBOR, ale bez mechanizmu indeksacji.

Oznacza to, że zniekształcona zostałaby istota kredytu indeksowanego, która stanowi połączenie kredytu udzielonego w walucie polskiej i zagranicznej. Utrzymanie umowy jako kredytu złotowego z oprocentowaniem LIBOR byłoby sprzeczne również z przepisami rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/ 1011 z dnia 8 czerwca 2016 r. w sprawie indeksów stosowanych jako wskaźniki referencyjne w instrumentach finansowych i umowach finansowych lub do pomiaru wyników funduszy inwestycyjnych i zmieniające dyrektywy 2008/48/WE i 2014/17/ UE oraz rozporządzenie (UE) nr 596/2014 (określane w skrócie jako rozporządzenie BMR), które określa, dla jakich walut obliczany jest wskaźnik LIBOR. Skutkowałoby to więc nieważnością takiej umowy (PLN + LIBOR) na mocy art. 58 § 1 k.c.

Wobec uznania, że przedmiotowa umowa kredytu jest nieważna w całości, Sąd Okręgowy uznał za uzasadnione także żądanie zasądzenia na rzecz powoda na podstawie art. 410 § 1 k.c. w zw. z art. 405 k.c. dochodzone przez niego kwoty 75.365,16 zł z odsetkami za opóźnienie od dnia 19 września 2017 r. do dnia zapłaty i 25.587,79 CHF, wskazując, że wprawdzie z wystawionego przez pozwanego zaświadczenia wynika, że powód spłacił wyższą kwotę, ale nie mógł tego uwzględnić z uwagi treść art. 321 k.p.c. W tym zakresie kierował się tym, że każda ze stron ma swoje własne roszczenie o zwrot spełnionego świadczenia jako świadczenia nienależnego, wobec czego zastosował tzw. teorię dwóch kondykcji a nie teorię salda. Nie uwzględnił ponadto podniesionego przez pozwanego zarzutu przedawnienia, wskazując, że bieg terminu przedawnienia roszczenia o zwrot nienależnego świadczenia rozpoczął się dopiero w chwilą uzyskania przez konsumenta możliwości podjęcia ostatecznej decyzji co do skutków znajdujących się w umowie niedozwolonych postanowień. Rozstrzygnął także o kosztach procesu odpowiednio do wyniku sprawy.

Powyższy wyrok został zaskarżony przez pozwanego w części uwzględniającej powództwo i rozstrzygającej o kosztach procesu. Podstawę apelacji stanowiły zarzuty:

1) naruszenia prawa procesowego, mającego istotny wpływ na wynik sprawy:

a) art. 479 ( 45) § 2 k.p.c. w zw. z art. 479 ( 43) k.p.c. przez przyjęcie, że treść normatywna § 17 umowy kredytu jest analogiczna do klauzul wpisanych do rejestru UOKiK pod nr: 3178, 3179, 5743 i 5622, podczas jest od nich odmienna, ponieważ zawiera opis algorytmu ustalania kursów banku oraz że wpisy te mają rozszerzoną skuteczność wobec banku, mimo że art. 479 ( 43) k.p.c. na dzień orzekania już nie obowiązywał, gdyż został uchylony ustawą z dnia 5 sierpnia 2015 r. o zmianie ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów oraz niektórych innych ustaw, co skutkowało przyjęciem abuzywności § 17 umowy, a w ślad za tym jej nieważności w sytuacji, gdy § 17 umowy sam w sobie nie jest abuzywny i ma inną treść normatywną od przywoływanych przez Sąd klauzul abuzywnych,

b) art. 189 k.p.c. przez przyjęcie, że powód ma interes prawny w żądaniu ustalenia nieważności umowy, podczas gdy ma dalej idące roszczenie o zapłatę, w zwią-zku z czym brak tego interesu powinien skutkować oddaleniem tego żądania,

c) art. 233 § 1 k.p.c. oraz art. 299 k.p.c. przez brak wszechstronnego rozważenia całości zgromadzonego materiału dowodowego i poczynienie ustaleń wyłącznie na podstawie wyjaśnień powoda, który ma oczywisty interes w rozstrzygnięciu sprawy na jego korzyść, z pominięciem innych dowodów, które były sprzeczne z jego wyjaśnieniami oraz wbrew zasadom doświadczenia życiowego, a w konsekwencji poczynienie ustaleń faktycznych niemających odzwierciedlenia w zgromadzonym materiale dowodowym, tj. błędne przyjęcie, że:

– bank nie poinformował powoda o ryzyku walutowym i nie przedstawił mu oferty kredytu w PLN, co jest sprzeczne nie tylko z zeznaniami świadka A. P. (2), który przedstawiała ofertę powodowi, ale i zeznaniami samego powoda, a także z ocenianymi jako bezsporne dokumentami, podpisanymi przez powoda i wydrukami z kalkulatora kredytowego, okazywanego kredytobiorcy przez doradcę kredytowego przy przedstawianiu oferty kredytowej banku, dodatkowo o ryzyku tym bank informował powoda również wprost w § 6 ust. 3 umowy kredytu,

– umowa kredytu dotyczyła kredytu złotowego, podczas gdy z Rekomendacji S, dotyczącej dobrych praktyk w zakresie zarządzania ekspozycjami kredytowymi zabezpieczonymi hipotecznie, wydanej przez (...), która znajduje zastosowanie do tej umowy, jak również z ustawy antyspreadowej oraz § 1 ust. 1 zdanie trzecie umowy kredytu, jednoznacznie wynika, że jest to kredyt walutowy: Walutowa ekspozycja kredytowa – ekspozycja kredytowa denominowana lub indeksowana do waluty innej niż ta, w której klient uzyskuje dochody, przy czym ustalanie przełożyło się na ocenę ważności umowy w kontekście waluty kredytu i waluty zobowiązania, wobec czego ten błąd Sądu miał istotny wpływ na wynik sprawy, ponieważ brak określenia kwoty kredytu w walucie Sąd uczynił jedną z podstaw uznania umowy za nieważną,

d) art. 217 § 2 i 3 k.p.c. w zw. z art. 227 k.p.c., art. 258 k.p.c., art. 278 k.p.c., art. 245 k.p.c., art. 299 k.p.c., art. 235 2 § 1 pkt 2 k.p.c. oraz naruszenie art. 233 § 1 k.p.c., polegające na oddaleniu (pominięciu) wniosku dowodowego pozwanego o przeprowadzenie dowodu z opinii biegłego z dziedziny bankowości, finansów i rachunkowości na wszystkie okoliczności wskazane w odpowiedzi na pozew i dalszych pismach procesowych oraz na oddaleniu (pominięciu) wniosku dowodowego pozwanego o przeprowadzenie dowodu z opinii biegłego z dziedziny bankowości, finansów i rachunkowości na okoliczności wskazane w piśmie pozwanego z dnia 16 września 2021 r., a w konsekwencji błąd w ustaleniach faktycznych przyjętych za podstawę rozstrzygnięcia, polegający na błędnym przyjęciu, że:

– bank ustalał kursy w Tabeli kursów kupna/sprzedaży w sposób jednostronny, dowolny i nieograniczony,

– postanowienia umowy kredytu, dotyczące indeksacji według kursów z Tabeli kursów kupna/sprzedaży banku, nie były jednoznaczne,

– kwestionowane postanowienia umowy kredytu rażąco naruszają interesy powoda oraz dobre obyczaje

co miało istotne znaczenie dla rozstrzygnięcia sprawy, w szczególności dla dokonania prawidłowej oceny, czy kwestionowane przez powoda klauzule mogą zostać uznane za niedozwolone postanowienia umowne w indywidualnym układzie faktycznym oraz w świetle przyjęcia przez Sąd Okręgowy, że są to główne świadczenia z umowy kredytu,

2) naruszenia przepisów prawa materialnego:

a) art. 385 1 § 1 k.c. przez błędną wykładnię oraz art. 56 k.c., art. 354 k.c., art. 358 § 2 k.c. i art. 111 ust. 1 pkt 4 pr. bank. przez ich niezastosowanie i błędne przyjęcie, że:

– § 1 ust. 1 i § 7 ust. 2 umowy, które określają główne świadczenia stron, nie zostały sformułowane jednoznacznie, w sytuacji gdy zawarty w nich opis klauzuli indeksacyjnej, zwanej w orzecznictwie TSUE również klauzulą ryzyka, jest jednoznaczny i wskazuje na przeliczenia wypłacanej kwoty PLN na CHF w momencie wypłaty, oddając istotę indeksacji stosowanej przez bank, tj. przeliczenia wypłaty na walutę obcą w momencie uruchomienia kredytu (przewalutowania),

– bank miał swobodę w ustalaniu kursów kupna i sprzedaży stosowanych w Tabeli Kursów Walut, do której odwołuje się § 7 ust. 2 i § 10 ust. 8 umowy, a który to sposób opisany został w § 17 umowy, a w konsekwencji, że kwestionowane postanowienia umowne kształtują prawa i obowiązki powoda w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami, naruszając jego interesy, i to w sposób rażący,

– abuzywność dotyczy całego § 17 umowy, a nie tylko marży walutowej banku, stanowiącej oddzielne zobowiązanie umowne,

b) art. 58 § 1 k.c. w zw. z art. 69 ust. 1 i 2 pr. bank. oraz 69 ust. 3 pr. bank. w zw. z art. 353 ( 1) k.c., polegające na błędnym przyjęciu, że nieważna jest cała umowa kredytu indeksowanego do waluty obcej CHF z uwagi na zastosowany w niej mechanizm indeksacji, polegający na wypłacie kredytu po kursie kupna i jego spłacie po kursie sprzedaży, w sytuacji gdy takie rozwiązanie jest wprost dopuszczalne w orzecznictwie Sądu Najwyższego i TSUE, a sama konstrukcja indeksacji uregulowana została w art. 69 ust. 2 pkt 4a pr. bank. oraz art. 69 ust. 3 pr. bank. i jest to umowa nazwana, a tym samym nie może być mowy o nieważności takiej umowy w oparciu o argumenty przytaczane przez Sąd Okręgowy,

c) art. 4 oraz art. 1 ust. 1 lit. a) i b) ustawy antyspreadowej w zw. z art. 316 § 1 k.p.c., polegające na jego niezastosowaniu i nieuwzględnieniu obowiązującego na dzień zamknięcia rozprawy stanu prawnego wprowadzonego ustawą antyspreadową, a w konsekwencji błędnym przyjęciu, że ustawa antyspreadowa nie uchyliła ewentualnej abuzywności tego typu postanowień, co kwestionowane przez powoda,

d) art. 358 § 2 k.c. w zw. z art. 316 § 1 k.p.c., polegające na jego niezastosowaniu i nieuwzględnieniu przepisu dyspozytywnego oraz mającego zastosowanie do umowy za zgodą stron, mimo że wypełnia on w całości lukę powstałą w przypadku przyjęcia przez Sąd abuzywności § 17 umowy kredytu, a w konsekwencji błędnym przyjęciu, że umowy tej nie można uzupełnić o przepisy k.c., wskazujące w sposób jednoznaczny, po jakim kursie należy rozliczyć wypłaty i spłaty kredytu,

e) art. 410 § 1 i 2 k.c. w zw. z art. 405 k.c., polegające na ich błędnym zastosowaniu oraz art. 411 pkt 1 i 4 k.c. przez ich niezastosowanie i błędne przyjęcie:

– że świadczenia spełnione przez powoda na rzecz banku miały charakter nienależny, mimo że znajdowały podstawę w łączącym strony stosunku prawnym,

– kwoty uiszczone przez powoda na rzecz banku stanowią jego zubożenie, podczas gdy nie zwrócił on jeszcze bankowi udostępnionego mu kapitału kredytu, a jego spłaty były dokonywane bez zastrzeżenia zwrotu.

Na tych podstawach pozwany wniósł o zmianę zaskarżonego wyroku przez oddalenie powództwa w całości i obciążenie powoda kosztami procesu za obie instancje według norm przepisanych. Ponadto na podstawie art. 380 k.p.c. wniósł o zmianę postanowienia Sądu pierwszej instancji o oddaleniu jego wniosków o dopuszczenie dowodu z opinii biegłego i o przeprowadzenie tego dowodu w postępowaniu apelacyjnym dowodów.

Ponadto w piśmie procesowym z dnia 18 stycznia 2023 r. pozwany zgłosił zarzut zatrzymania zasądzonego na rzecz powoda świadczenia do czasu zaoferowania przez niego zwrotu udostępnionego mu kapitału kredytu w wysokości 180.000 zł.

Powód nie ustosunkował się do apelacji.

Sąd Apelacyjny zważył, co następuje:

Apelacja podlegała oddaleniu, a jej zarzuty były bezzasadne.

W pierwszej kolejności wskazać należy, że chybione były zarzuty apelacyjne, dotyczące zarówno prawidłowości przeprowadzenia przez Sąd pierwszej instancji postępowania dowodowego, w wyniku którego zebrany został materiał dowodowy, stanowiący podstawę wydania zaskarżonego materiału dowodowego, jak i jego oceny oraz przyjętych na podstawie tego materiału ustaleń faktycznych. Wziąć trzeba przy tym pod uwagę, że Sąd Apelacyjny, jako sąd merytorycznie rozpoznający sprawę, zapoznał się zgodnie z art. 382 k.p.c. z całością zebranego w sprawie materiału dowodowego i w rezultacie doszedł do przekonania, że w zakresie istotnym dla rozstrzygnięcia może – stosownie do art. 387 § 2 1 pkt 1 k.p.c. – aprobować i przyjąć za własne ustalenia faktyczne, które zostały dokonane przez Sąd pierwszej instancji. Są one wprawdzie kwestionowane przez skarżącego, ale w ocenie Sądu Apelacyjnego odpowiadają treści zebranego materiału dowodowego, a ocena tego materiału jest zgodna z zasadami wynikającymi z art. 233 § 1 k.p.c., a jednocześnie jest zbieżna z własną oceną dokonaną przez Sąd Apelacyjny.

Wskazać jednocześnie należy, że – jak trafnie zauważył Sąd pierwszej instancji – większość istotnych okoliczności faktycznych w gruncie rzeczy była niesporna i nie budziła wątpliwości. Zasadniczym problemem było natomiast to, że obie strony, w tym przede wszystkim pozwany, odmiennie interpretowały istotne dla rozstrzygnięcia okoliczności. Można zatem przyjąć, że chodzi nie tyle o sposób oceny zebranego materiału dowodowego i treść wynikających z nich faktów, co o ich interpretację. Inaczej mówiąc, spór nie dotyczy tyle faktów, co ich oceny pod kątem ich znaczenia dla rozstrzygnięcia sprawy na korzyść jednej lub drugiej strony. Z punktu widzenia skarżącego dotyczy to zwłaszcza kwestii, czy na podstawie dokonanych ustaleń faktycznych można przyjąć następujące wnioski:

a) jaki był charakter przedmiotowego kredytu, przez najogólniej mówiąc chodzi o to, czy miał on charakter złotowy, czy walutowy,

b) czy postanowienia umowne, dotyczące indeksacji, zostały przez pozwanego indywidualnie uzgodnione z powodem,

c) czy postanowienia umowne, dotyczące indeksacji, zostały sformułowane w sposób jasny i jednoznaczny,

d) czy pozwany należycie i wyczerpująco poinformował powoda o ryzyku związanym z zawarciem umowy kredytu indeksowanego kursem waluty obcej w postaci CHF.

Taka konkluzja znajduje wyraz w sposobie sformułowania zarzutu naruszenia art. 233 § 1 k.p.c., w którym pozwany – wskazując formalnie na brak wszechstronnego rozważenia całości zgromadzonego materiału dowodowego i dokonanie ustaleń faktycznych, które nie mają odzwierciedlenia w tym materiale – w rzeczywistości przede wszystkim próbował przedstawić własne wnioski, które jego zdaniem powinny zostać przyjęte na podstawie tego materiału, w szczególności co do tego, że prawidłowo poinformował powoda o ryzyku walutowym oraz że zawarta między stronami umowa kredytu miała charakter walutowy a nie złotowy. Wobec tego uznać można, że podstawowe znaczenie dla rozstrzygnięcia miała ocena prawidłowości wniosków wyprowadzonych przez Sąd Okręgowy z dokonanych ustaleń faktycznych, a nie treść tych ustaleń.

Podkreślić przy tym trzeba, że pozwany stara się formułować swoje twierdzenia i wnioski w sposób tak kategoryczny, jakby miały one jednoznaczną i niewątpliwą podstawę w zebranym materiale dowodowym i w ogóle nie mogły podlegać jakiejkolwiek dyskusji, mimo że w istocie wcale tak nie jest, ponieważ stanowisko pozwanego stanowi jedynie jego tendencyjną i subiektywną interpretację okoliczności wynikających z tego materiału. Co więcej, znaczna część twierdzeń pozwanego (np. co do sposobu finansowania przez niego kredytów indeksowanych kursem CHF) nie ma żadnego odzwierciedlenia w zebranym materiale dowodowym i wynika wyłącznie z jego twierdzeń, opierających się na odpowiednim doborze pasujących do nich danych ekonomicznych i argumentów z różnych opracowań. Niektóre z twierdzeń pozwanego (szczególnie co do sposobu funkcjonowania przyjętego w umowie mechanizmu indeksacji) są wręcz sprzeczne z treścią umowy, o czym szczegółowo będzie mowa w dalszej części uzasadnienia.

W konsekwencji uznać można, że pierwszoplanowe znaczenie w tej sprawie mają zagadnienia prawne, natomiast kwestie faktyczne, chociaż są oczywiście bardzo ważne, nie determinowały oceny zasadności apelacji, ponieważ ocena ta nie zależała od treści dokonanych ustaleń, lecz od ich interpretacji pod kątem okoliczności istotnych dla rozstrzygnięcia.

Odnośnie do oceny zebranego materiału dowodowego oraz treści wynikających z niego ustaleń faktycznych i wniosków prawnych dodać jeszcze należy, że – jak również w tym zakresie trafnie zauważył Sąd pierwszej instancji – nie miały znaczenia dowodowego przedłożone licznie przez obie strony różne materiały, opracowania lub wypowiedzi różnych osób i organów. Z jednej strony takie materiały nie mogły być podstawą (źródłem) do ustalenia faktów dotyczących konkretnej, rozstrzyganej obecnie sprawy, a z drugiej strony jakiekolwiek wypowiedzi, zawarte w tych materiałach, stanowią jedynie wyraz poglądów lub przekonań osób albo organów, od których one pochodzą, ale nie mogą być traktowane przez sądy orzekające obu instancji jako niepodważalne i prawdziwe argumenty, przesądzające o spornych między stronami okolicznościach. Jeszcze raz podkreślić należy, że czym innym jest treść ustalonych faktów, a czym innym ich interpretacja i treść wyprowadzanych z nich wniosków. Wobec tego nie można z powołaniem się na wypowiedzi innych osób lub organów twierdzić w tej sprawie, że sądy bezwzględnie powinny dokonać oceny zgodnej z tymi wypowiedziami. Tym bardziej nie można mówić, że w świetle takich wypowiedzi można ustalać, jakie fakty powinny zostać przyjęte na podstawie zebranego materiału dowodowego.

W okolicznościach niniejszej sprawy dotyczy to zwłaszcza kwestii rzekomo walutowego charakteru umowy kredytu indeksowanego, ponieważ pozwany próbuje narzucić sądom orzekającym w tej sprawie taki wniosek m. in. z powołaniem się na treść rekomendacji S, która zdaniem skarżącego ma potwierdzać, że kredyt indeksowany ma charakter walutowy, ponieważ w rekomendacji tej jest on określony jako „Walutowa ekspozycja kredytowa – ekspozycja kredytowa denominowana lub indeksowana do waluty innej niż ta, w której klient uzyskuje dochody”. Rekomendacja ta nie ma jednak charakteru wiążącego dla sądów, a ponadto również merytorycznie nie przesądza – o czym będzie mowa dalej – o charakterze kredytu indeksowanego.

Nie było ponadto podstaw do przeprowadzenia w postępowaniu apelacyjnym dodatkowego postępowania dowodowego. Wprawdzie pozwany domagał się na zasadzie art. 380 k.p.c. dopuszczenia dowodu z opinii biegłego na okoliczności wskazane w odpowiedzi na pozew, dalszych pismach i zebrane w punkcie XI apelacji, który – jego zdaniem – został niezasadnie pominięty przez Sąd pierwszej instancji, ale stanowisko skarżącego było nietrafne. Dowód ten mógłby mieć bowiem istotne znaczenie jedynie w przypadku ewentualnego stwierdzenia zgodnie ze stanowiskiem skarżącego, że uzasadnione jest uznanie za abuzywne co najwyżej tylko tych postanowień umownych, które dotyczą ustalania wysokości kursów CHF stosowanych do przeliczania wartości świadczeń stron (które na użytek niniejszej sprawy będą dalej określane jako klauzule kursowe lub spreadowe), w szczególności § 17 umowy, i to tylko w zakresie odsyłającym do marży banku, ale bez uznania za abuzywne postanowień umownych, regulujących sam mechanizm indeksacji, czyli tych postanowień, na podstawie których wartość świadczeń stron co do zasady została powiązana z kursem waluty obcej w postaci CHF (które na użytek niniejszej sprawy będą dalej określane jako klauzule walutowe lub klauzule ryzyka).

W ocenie Sądu Apelacyjnego konieczne jest odróżnienie i oddzielenie kwestii samego uzależnienia wartości świadczeń stron od wartości waluty obcej (czyli klauzulę walutową) od kwestii sposobu, w jaki odbywa się ustalenie jej wartości, w szczególności sposobu ustalania kursu waluty obcej stosowanego w mechanizmie przeliczania wartości świadczeń stron (czyli klauzulę kursową). Inaczej rzecz ujmując, nie ma podstaw do utożsamienia (ograniczenia) mechanizmu indeksacji jedynie ze sposobem ustalania kursów CHF, stosowanych w tym mechanizmie, bez dostrzeżenia, że pierwszoplanowe znaczenie ma właśnie wprowadzenie zależności między wartością świadczenia a wartością tejże waluty obcej, natomiast sam sposób ustalania jej wartości (tj. jej kursu) ma w gruncie rzeczy charakter wtórny i drugorzędny, chociaż oczywiście nie jest całkowicie pozbawiony znaczenia.

W konsekwencji zagadnienia, które stanowią zasadniczą część zarzutów apelacyjnych, związanych z klauzulą kursową, takie jak: brak możliwości dowolnego kształtowania przez bank kursów walut obcych, rynkowy charakter kursów stosowanych przez niego do przeliczania świadczeń stron, możliwość wyeliminowania z § 17 umowy kredytu jedynie abuzywnej części, dotyczącej odesłania do marży banku oraz możliwość stosowania do rozliczeń stron kursu średniego CHF, ustalanego przez NBP, byłyby istotne dopiero wtedy, gdyby można było uznać w ślad za pozwanym, że sam mechanizm indeksacji, czyli uzależnienie wartości świadczeń stron od wartości waluty obcej, nie budzi istotnych zastrzeżeń, skutkujących koniecznością jego całkowitego wyeliminowania z przedmiotowej umowy. Tylko w takiej sytuacji celowe i konieczne byłoby rozważenie, czy i ewentualnie na jakiej podstawie prawnej (zwłaszcza czy mógłby to być art. 358 § 2 k.c. w zw. z art. 316 § 1 k.p.c.) w utrzymanym w mocy mechanizmie indeksacji można stosować kurs średni CHF ustalany przez NBP. Jest to natomiast całkowicie bezprzedmiotowe w przypadku uznania, że nie tylko klauzule kursowe, ale i cały mechanizm indeksacji ma charakter abuzywny, ponieważ w takim przypadku nie ma już żadnego znaczenia, jaki kurs CHF (ustalany przez bank w jego tabelach kursowych, czy kurs średni NBP) powinien być stosowany do tej umowy, skoro z umowy usunięciu podlega sam mechanizm indeksacji, w którym kurs CHF – niezależnie od sposobu jego ustalenia – mógłby w ogóle mieć zastosowanie.

Bezpodstawne były także zarzuty naruszenia art. 479 ( 45 ) § 2 k.p.c. i art. 479 ( 43 ) k.p.c. Wziąć trzeba pod uwagę, że wbrew pozwanemu Sąd pierwszej instancji nie wyraził stanowczego poglądu, że kwestionowane w tej sprawie przez powoda postanowienia umowne o kursach CHF stosowanych do indeksacji mają analogiczną treść jak klauzule wpisane do rejestru UOKiK pod numerami: 5622, 3178, 3179 i 5743. Tym bardziej nie stwierdził, że jest związany wpisaniem ich do tego rejestru, w związku z czym nie podlega to już badaniu i ocenie w niniejszej sprawie z uwagi na rozszerzoną skuteczność ich wpisu do powyższego rejestru. Mimo powołania się na te klauzule, decydujące znaczenie ma więc to, że Sąd Okręgowy niewątpliwie dokonał samodzielnej oceny abuzywności tych postanowień, czemu dał wyraz w pi-semnym uzasadnieniu zaskarżonego wyroku, z pewnością nie poprzestając na kwestii wpisania podobnych klauzul do w/w rejestru, ani tym bardziej nie przyjmując swojego związania wynikami abstrakcyjnej kontroli abuzywności takich samych lub podobnych postanowień umownych.

Antycypując dalsze rozważania, wskazać należy, że Sąd Apelacyjny wyprowadził wniosek o abuzywności całego mechanizmu indeksacji z nieco innych niż Sąd pierwszej instancji okoliczności, a mianowicie nie tyle z nieprawidłowego uregulowania w umowie kredytu sposobu ustalania kursów CHF przez pozwany bank (chociaż to oczywiście ma istotne znaczenie, zwłaszcza z punktu widzenia kredytobiorcy), co z nieprawidłowego ukształtowania samego mechanizmu indeksacji wiążącego wartość świadczeń stron z wartością waluty obcej. Zauważyć należy, że przyjęta przez Sąd pierwszej instancji koncepcja z jednej strony nie dawała wyczerpującego i przekonującego wyjaśnienia, z jakich przyczyn konkretny sposób indeksacji kształtuje prawa i obowiązki stron umowy kredytu w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami oraz jednocześnie rażąco narusza interesy powoda jako konsumenta (co jednocześnie umożliwiło pozwanemu kwestionowanie tego w apelacji), a z drugiej strony otworzyła drogę do kwestionowania przez skarżącego stanowiska o konieczności ustalenia nieważności całej umowy kredytu z uwagi na stwierdzenie abuzywnego charakteru jedynie tych postanowień umownych, na podstawie których mógł on jednostronnie ustalać kurs CHF oraz o braku możliwości dokonania rozliczeń stron – przy zachowaniu mechanizmu indeksacji – za pomocą kursu średniego CHF ustalanego przez NBP.

Dodać można, że taki sposób oceny postanowień umów tzw. kredytów frankowych jest dość powszechnie przyjmowany w orzecznictwie sądów powszechnych, a nawet Sądu Najwyższego, ale nie może to przesądzać o jej prawidłowości i determinować toku rozumowania także w niniejszej sprawie. Uwzględnić należy, że takie podejście dominowało zwłaszcza kilka lat temu, kiedy w orzecznictwie dopiero zaczęto dostrzegać, że mechanizm indeksacji (a także denominacji) wcale nie jest tak jednoznacznie korzystny dla konsumentów, jak powszechnie przyjmowano w chwili zawierania umów tzw. kredytów walutowych, i jak banki nadal konsekwentnie chcą przekonywać nie tylko w procesach, ale i w narracji w mediach oraz dyskusji społeczno – politycznej, np. przy okazji debatowania o możliwości ustawowego tzw. od-frankowania umów kredytu.

W związku z tym w przeszłości wydawało się, że zasadniczym problemem w takich umowach jest samodzielne i jednostronne ustalanie przez banki kursów walut CHF stosowanych do przeliczania wartości świadczeń stron, ponieważ prowadziło to do naruszenia równowagi stron oraz zasady oznaczoności świadczenia, ale sam mechanizm indeksacji/denominacji nie budził jeszcze zasadniczych wątpliwości. Od-mienne podejście zaczyna się dopiero kształtować, zwłaszcza pod wpływem orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), który sukcesywnie wskazuje na różne aspekty wadliwości konstrukcji tzw. umów walutowych (zwłaszcza frankowych). Taką stopniową zmianę podejścia należy jednocześnie uwzględniać przy ocenie znaczenia dla rozstrzygnięcia niniejszej sprawy licznych judykatów powoływanych przez obie strony (szczególnie wydanych kilka i więcej lat temu), ponieważ trzeba mieć na uwadze, że zostały one wydane w konkretnych sprawach w oparciu o konkretne okoliczności faktyczne i argumentację przedstawianą przez strony w tamtych sprawach, która wcale nie musi być zbieżna z zakresem okoliczności spornych w niniejszej sprawie.

W tym stanie rzeczy szczegółową ocenę zasadności zarzutów apelacyjnych zacząć wypada od kwestii charakteru przedmiotowej umowy kredytu, a mianowicie, czy dotyczyła ona kredytu złotowego, czy kredytu walutowego. Zagadnienie to ma bowiem istotne znaczenie dla oceny, czy pozwany prawidłowo sformułował postanowienia umowne, wprowadzające do tej umowy mechanizm indeksacji oraz czy prawidłowo poinformował powoda o charakterze, znaczeniu i skutkach tego mechanizmu, zwłaszcza w perspektywie wieloletniego (na 360 miesięcy, czyli 30 lat – zob. § 1 ust. 5 umowy k. 45) związania stron umową kredytu.

W pierwszej kolejności wskazać należy na dość oczywistą kwestię, że kredyty indeksowane kursem waluty obcej (podobnie jak denominowane w walucie obcej) niewątpliwie nie mogą być utożsamiane z kredytami udzielonymi w walucie obcej. Gdyby rzeczywiście miały one charakter kredytów walutowych, to w ogóle zbędne byłoby szczegółowe rozważanie, w jakiej walucie zostały one oddane kredytobiorcy do dyspozycji (o czym mowa w art. 69 ust. 1 pr. bank.), jaki kurs waluty obcej ma do nich zastosowanie oraz w jakiej walucie podlegają one spłacie. Oczywiste jest bowiem, że w przypadku kredytów walutowych kwota kredytu jest nie tylko określona w walucie obcej, ale jest w niej także udostępniona kredytobiorcy, który następnie zwraca ją również w tej walucie obcej, w której kredyt został mu udzielony.

Dodać można, że przeciwko takiej charakterystyce kredytów walutowych, udzielanych na podstawie obowiązujących w naszym kraju przepisów, nie przemawia możliwość wykonywania takich umów (zarówno przez bank, jak i kredytobiorcę) w walucie polskiej. Możliwość taka wynika obecnie z art. 358 § 1 k.c., zgodnie z którym (w brzmieniu obowiązującym od dnia 24 stycznia 2009 r.) j eżeli przedmiotem zobowiązania podlegającego wykonaniu na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej jest suma pieniężna wyrażona w walucie obcej, dłużnik może spełnić świadczenie w walucie polskiej, chyba że ustawa, orzeczenie sądowe będące źródłem zobowiązania lub czynność prawna zastrzega spełnienie świadczenia wyłącznie w walucie obcej. Możliwość spełnienia w walucie polskiej świadczenia, wyrażonego w walucie obcej, nie powoduje jednak, że waluta polska staje się drugą walutą w zobowiązaniu. W dalszym ciągu waluta zobowiązania jest tylko jedna i jest nią waluta obca. Zupełnie inną kwestią jest natomiast możliwość zwolnienia się z takiego zobowiązania przez spełnienie świadczenia w walucie polskiej (co jest możliwe m. in. wtedy, gdy strony nie umówią się wyłącznie na efektywne spełnianie świadczeń w walucie obcej). W żadnym wypadku nie powoduje to zatem, że znaczenie waluty polskiej wykracza poza funkcję umorzenia zobowiązania, którego przedmiot nadal jest wyrażony w walucie obcej.

Nie można więc upatrywać walutowego charakteru kredytów indeksowanych w tym, że wynikające z nich raty kapitałowo – odsetkowe mogły być spełniane przez kredytobiorców (początkowo na podstawie umowy, jeśli dawała taką możliwość, a następnie na podstawie ustawy antyspreadowej) bezpośrednio w walucie obce. Zauważyć należy, że taka możliwość miała na celu poprawienie sytuacji kredytobiorców przez umożliwienie im uniknięcia konieczności stosowania kursów CHF ustalanych jednostronnie przez banki. Nie można zatem wyprowadzać z tego wniosków co do istoty lub charakteru prawnego umów kredytu indeksowanego.

Od wspomnianej wyżej możliwości spłacania w zasadzie każdego kredytu walutowego bezpośrednio w walucie polskiej odróżnić należy argumentację przedstawianą, zwłaszcza przez banki, na potrzeby oceny charakteru prawnego umów kredytu indeksowanego (lub denominowanego), że w takich umowach niejako od razu występują jednocześnie dwie waluty: waluta obca, w której kwota kredytu jest wyrażona (określana niekiedy jako waluta zobowiązania) oraz waluta polska, w której kwota kredytu jest tylko wypłacona, a następnie jest w niej spłacana (określana niekiedy jako waluta świadczenia).

Niekiedy, m. in. w niniejszej sprawie, dostrzegając wewnętrzną sprzeczność i niespójność takiej koncepcji, w której rzekoma waluta zobowiązania już z samego założenia nie ma stanowić waluty świadczenia, czyli przedmiotu, do którego wprost z samej definicji zobowiązania ma przecież odnosić się zachowanie stron, będące przedmiotem zobowiązania (por. art. 353 § 1 k.c.), próbuje się twierdzić, że waluta obca jak najbardziej jest realnie udostępniana kredytobiorcy, a jedynie dla jego wygody (z uwagi na to, że faktycznie potrzebuje on kwoty kredytu w walucie polskiej na zrealizowanie w tejże walucie celu, na który kredyt został mu udzielony, tj. generalnie na zaspokojenie swoich potrzeb mieszkaniowych) jest mu wypłacana w walucie polskiej po przeliczeniu według kursów CHF określonych w umowie kredytu.

W związku z tym zauważyć należy, że ani w niniejszej sprawie, ani w żadnej innej sprawie, która dotychczas była rozpoznawana przez orzekający obecnie skład Sądu Apelacyjnego, żaden bank nie przedstawił dowodów, z których niezbicie wynikałoby, że w pierwszej kolejności rzeczywiście udostępnił kredytobiorcy kwotę kredytu w walucie obcej (w CHF), a dopiero następnie faktycznie wypłacił ją – po stosownym przeliczeniu – na rzecz kredytobiorcy w walucie polskiej. W szczególności Sąd Apelacyjny nie spotkał się dotąd z dowodem potwierdzającym – tak jak ma to zwykle miejsce przy udostępnianiu przez bank kwoty kredytu udzielonego w złotych – z tym, że bank ze swojego rachunku walutowego przelał kwotę kredytu w walucie obcej na rachunek kredytobiorcy (lub innej osoby zgodnie z celem udzielenia kredytu, np. dewelopera lub zbywcy nieruchomości na rynku wtórnym).

Nie ma natomiast istotnego znaczenia to, że bank na tzw. rachunku kredytowym zapisuje w walucie obcej kwotę lub saldo udzielonego kredytu. Taki rachunek nie stanowi bowiem rachunku bankowego w rozumieniu art. 725 k.c., ponieważ nie jest zakładany na podstawie odrębnej od umowy kredytu umowy i nie służy do przechowywania środków pieniężnych kredytobiorcy, który zresztą w ogóle nie jest jego posiadaczem, gdyż jest nim sam bank. Ma on więc charakter techniczny (ewidencyjny, rachunkowy, księgowy itp.), a kredytobiorca nie ma wpływu na to, w jaki sposób i w jakiej walucie jest on prowadzony. Poza tym dotyczy on zobowiązania (długu) kredytobiorcy, a nie środków, którymi mógłby on dysponować. Inaczej mówiąc, jest to rachunek, na którym bank ewidencjonuje swój majątek, który z punktu widzenia kredytobiorcy jest długiem, a dla banku stanowi należności, które ma (przynajmniej na to liczy) otrzymać od kredytobiorcy tytułem zwrotu kredytu.

Co więcej, w umowach kredytu indeksowanego (denominowanego) z zasady nigdy (także w tej sprawie) nie przewidywano możliwości wypłaty kwoty kredytu w walucie obcej. Kredytobiorca w ogóle nie miał więc roszczenia o udostępnienie kwoty kredytu w walucie obcej.

Poza tym, próba przekonania, że kwota kredytu rzeczywiście została udostępniona kredytobiorcy (tutaj: powodowi) w walucie obcej, a jedynie została mu wypłacona w walucie polskiej, jest jaskrawo sprzeczna z treścią zawartej między stronami umowy kredytu. Z § 1 ust. 1 tej umowy (k. 45) wynika bowiem nie tylko, że bank wprost stwierdził, że „udziela kredytobiorcy kredytu w kwocie 185.425,80 złotych polskich”, zaznaczając jednocześnie, że jest on „indeksowany kursem CHF”, ale ponadto w ostatnim zdaniu tego paragrafu wskazał że „w dniu wypłaty saldo jest wyrażane w walucie, do której indeksowany jest kredyt, według kursu kupna waluty, do której indeksowany jest kredyt, podanego w tabeli kursów kupna/sprzedaży dla kredytów hipotecznych udzielanych przez (...) Bank S.A., opisanej szczegółowo w § 17. (…)”.

W świetle takiego sformułowania umownego nie może być wątpliwości, że dopiero po wypłacie w walucie polskiej kwoty kredytu, która również była wyrażona wyłącznie w walucie polskiej, dochodziło – następczo (wtórnie) – do przeliczenia tej kwoty za pomocą kursu CHF w celu ustalenia jej salda w tejże walucie w dniu wypłaty i w kolejnych dniach przez cały okres trwania umowy. Wbrew pozwanemu, nie ma więc podstaw do przyjęcia, że kwota kredytu została „od razu” wyrażona w walucie obcej (będącej rzekomo walutą zobowiązania) lub że została ona faktycznie udostępniona powodowi w tej walucie. Kolejność była bowiem dokładnie odwrotna: najpierw wypłacono powodowi umówioną kwotę kredytu w walucie polskiej, a dopiero potem przeliczono ją na sumę (saldo) wyrażoną w walucie obcej. Zresztą, przy takiej konstrukcji umowy w ogóle nie byłoby możliwe ustalenie, jaka kwota kredytu w walucie obcej ma rzekomo zostać udostępniona powodowi, skoro jej określenie było możliwe dopiero po uprzedniej wypłacie kredytu w walucie polskiej.

W tym kontekście uwzględnić i podkreślić należy, że to pozwany jest autorem tekstu umowy zawartej między stronami. Pomijając na razie kwestię ewentualnych modyfikacji treści umowy (w świetle twierdzeń skarżącego o jej indywidualnym uzgodnieniu z powodem), nie może być wątpliwości, że zasadniczo przedmiotowa umowa została zawarta na podstawie wzorca umownego opracowanego przez pozwany bank, który był generalnie stosowany przy zawieraniu analogicznych umów ze wszystkimi jego kontrahentami, będącymi konsumentami. W związku z tym zgo-dnie z powszechnie akceptowaną w doktrynie i orzecznictwo zasadą in dubio contra proferentem wszelkie wątpliwości i niejasności co do jej treści nie mogą być interpretowane zgodnie z subiektywnymi twierdzeniami pozwanego, lecz na jego niekorzyść. Odpowiada to kombinowanej metodzie wykładni oświadczeń woli, która decydujące znaczenie nadaje takiemu sposobowi rozumienia oświadczenia woli, jakie mógł mieć przeciętny i rozsądny odbiorca tego oświadczenia, a nie osoba, która je złożyła (w tym przypadku: autor tekstu umowy).

Pozwany nie może więc, wbrew brzmieniu umowy, powoływać się na to, że w rzeczywistości należy ją inaczej rozumieć, niż wynika to z jej gramatyczno – logicznego sformułowania. W szczególności nie może twierdzić, że treść § 1 umowy kredytu należy odczytywać inaczej, niż wynika z jej treści, tzn. że należy przyjąć, że w istocie udostępnił powodowi kwotę kredytu w walucie obcej, a tylko przeliczył ją na walutę polską, ponieważ w rzeczywistości z tego postanowienia wynika wniosek dokładnie odwrotny, a mianowicie, że udostępnił powodowi kwotę kredytu w walucie polskiej, a następnie przeliczył ją na walutę obcą, tj. CHF.

Prowadzi to do wniosku, że zastosowana w przedmiotowej umowie konstrukcja indeksacji, wbrew próbom odmiennej argumentacji ze strony pozwanego, wcale nie polegała na przyjęciu waluty obcej za walutę zobowiązania, lecz służyła jedynie do przeliczenia wartości świadczeń stron za pomocą kursu tej waluty. Indeksacja sprowadzała się więc do mechanizmu przeliczeniowego, ale nie nadawała kredytowi charakteru walutowego i nie powodowała jakiejkolwiek wymiany waluty między stronami, czy to w przypadku świadczenia spełnionego przez bank na rzecz powoda, czy to w przypadku jego świadczeń spełnianych na rzecz banku w postaci rat kapitałowo – odsetkowych. W rzeczywistości w tych przypadkach w ogóle nie dochodziło do obrotu walutami, a odkupienie waluty obcej od kredytobiorców (przy wypłacie kredytu) lub sprzedanie im waluty obcej (przy spłacie kredytu) miało charakter fikcyjny, ponieważ indeksacja nie wiąże się z realnym obrotem walutą obcą, lecz jedynie z ustalaniem wartości świadczenia spełnianego w walucie polskiej przez odesłanie do waluty obcej będącej walutą indeksacji.

Kredyt indeksowany nie może więc być uważany za kredyt walutowy (ani nawet quasi walutowy). Nie oznacza to jednak, że w konsekwencji jest on po prostu takim samym kredytem jak wszystkie inne kredyty złotowe. Z jednej strony wziąć bowiem trzeba pod uwagę, że niewątpliwie występował w nim mechanizm przeliczeniowy (w postaci indeksacji), który wiązał wartość świadczeń stron z kursem danej waluty obcej, a z drugiej strony miało w nim zastosowanie oprocentowanie uzależnione nie od stopy referencyjnej WIBOR, tak jak w przypadku typowego kredytu złotowego, ale od stopy referencyjnej LIBOR, która co do zasady jest stosowana w kredytach walutowych.

Można zatem stwierdzić, że chociaż kredyt indeksowany nie jest kredytem walutowym, to nie jest również typowym kredytem złotowym. Z tego punktu widzenia można zauważyć, że orzekający skład Sądu Apelacyjnego co raz częściej spotyka się z argumentacją banków, że kredyt indeksowany (a także denominowany) polegał w istocie na tym, że w zamian za niższe oprocentowanie kwoty kredytu według sta-wki LIBOR zamiast WIBOR kredytobiorca akceptował ryzyko wiążące się z tym, że kwota kredytu została wyrażona (przy czym w gruncie rzeczy chodzi tylko o jej przeliczenie, a nie o udostępnienie) w walucie obcej. Jest to niekiedy ujmowane wręcz w ten sposób, że określenie kredytu w walucie obcej było konieczne dla możliwości zastosowania do niego stawki LIBOR, czyli że niejako w zamian za „dobrodziejstwo” niższego oprocentowania kredytobiorca przyjmował na siebie ryzyko wy-nikające z powiązania wartości kredytu (tak wypłaconego mu kapitału, jak i spłacanych rat) z kursem waluty obcej.

W konsekwencji kredyt indeksowany (podobnie także denominowany) jest uznawany za odmianę kredytu złotowego, która charakteryzuje się tym, że kwota kredytu i rat jest przeliczona za pomocą kursu waluty obcej po to, aby umożliwić zastosowanie do niego oprocentowania według stawki referencyjnej LIBOR właściwej dla kredytów walutowych. Inaczej mówiąc, nie jest on wprawdzie kredytem walutowym, ale nie jest też zwykłym (typowym) kredytem złotowym, ponieważ jest w nim zastosowany mechanizm indeksacji (denominacji) według kursu waluty obcej.

Taka interpretacja umowy kredytu indeksowanego (denominowanego) pozwala wyjaśnić, dlaczego nie jest on kredytem walutowym, a jednocześnie uwzględnia jego odmienność od zwykłego (typowego) kredytu złotowego. Nie daje to jednak jeszcze jednoznacznej odpowiedzi na to, czym jest indeksacja (denominacja), czyli jaki jest jej charakter prawny. Zauważyć bowiem można, że bardzo często (aczkolwiek oczywiście nie zawsze) jest podejmowana przez banki próba argumentacji, że – z uwagi na powiązanie kredytu z oprocentowaniem według stawki LIBOR i jednocześnie z kursem waluty obcej, co skutkuje istnieniem ryzyka walutowego – ma ona tak specyficzny charakter, że w ogóle nie można uważać jej za rodzaj (odmianę) waloryzacji umownej w rozumieniu art. 358 1 § 2 k.c.

Wobec tego rozważyć należy, jaki charakter ma indeksacja (denominacja), tj. czy można uznać ją za waloryzację umowną, czy za zupełnie inną regulację. Punkt wyjścia do analizy tego problemu może stanowić spostrzeżenie, że według dominującego obecnie w doktrynie i orzecznictwie poglądu umowa kredytu indeksowanego nie jest odrębnym rodzaju umowy, lecz jedynie szczególnym rodzajem (co określa się też mianem wariantu lub podtypu) umowy kredytu jako umowy nazwanej, ale o charakterze pozakodeksowym, ponieważ jest uregulowana w powołanej wyżej ustawie Prawo bankowe, a nie w Kodeksie cywilnym. Oznacza to, że co do zasady powinna odpowiadać cechom umowy kredytu, czyli musi zawierać wszystkie elementy przedmiotowo istotne (essentialia negotii ) umowy kredytu, określone w art. 69 pr. bank. W związku z tym jej ewentualne modyfikacje nie mogą naruszać takich elementów, które decydują o istocie umowy kredytu. W szczególności nie mogą zmieniać świadczeń typowych dla umowy kredytu w takim stopniu, aby nie można już było przyjąć, że nadal odpowiadają one elementom essentialia negotii umowy kredytu.

Nieuprawniona jest więc teza – z powołaniem się na zasadę swobody umów, wyrażoną w art. 353 1 k.c. – że umowa kredytu indeksowanego (lub ogólniej także umowa kredytu denominowanego), ma na tyle odmienny i wręcz szczególny charakter, że może istotnie modyfikować postanowienia determinujące zachowanie przez nią cech typowych dla umowy kredytu. Inaczej rzecz ujmując, nawet gdyby nie wykluczyć z góry możliwości dokonania w granicach swobody umów z art. 353 1 k.c. dalej idącej modyfikacji treści stosunku prawnego między stronami, to w takim przypadku nie można byłoby już jednak mówić o umowie kredytu, lecz co najwyżej o jakiejś innej, odmiennej od niej, umowie nienazwanej.

Jednym z kryteriów zasady swobody umów, wymienionych w art. 353 1 k.c., jest właściwość (natura) stosunku prawnego. Kryterium to może być rozumiane dwojako: szeroko jako ogólna zgodność z właściwością (naturą) stosunku prawnego, zwłaszcza o charakterze obligacyjnym lub wąsko jako zgodność z właściwością (naturą) konkretnego stosunku prawnego, czyli w analizowanym obecnie przypadku – umowy kredytu. Skoro zatem strony, w tym także pozwany, są zgodne co do tego, że zawarta między nimi umowa kredytu indeksowanego mieści się w ramach ogólnej konstrukcji umowy kredytu, to nawet w świetle art. 353 1 k.c. niewątpliwie nie może ona modyfikować takich elementów, które decydują o tym, że może ona jeszcze zostać uznana za umowę kredytu.

W związku z tym wziąć trzeba pod uwagę, że w świetle art. 69 ust. 1 pr. bank. do elementów przedmiotowo istotnych umowy kredytu należy zaliczyć takie postanowienia umowne, które wpływają na określenie świadczeń stron. Obejmuje to z jednej strony świadczenie banku, polegające na zobowiązaniu do o ddania do dyspozycji kredytobiorcy na czas oznaczony w umowie kwoty środków pieniężnych z przeznaczeniem na ustalony cel, a z drugiej strony świadczenie kredytobiorcy, polegające na zobowiązaniu się do korzystania z niej [tj. udostępnionej mu przez bank kwoty środków pieniężnych] na warunkach określonych w umowie oraz zwrotu kwoty wykorzystanego kredytu wraz z odsetkami w oznaczonych terminach spłaty i zapłaty prowizji od udzielonego kredytu. W gruncie rzeczy świadczenia obu stron są złożone lub inaczej obejmują dwa świadczenia (rozumiane jako zachowania objęte treścią zobowiązania): w przypadku banku dotyczy to bowiem nie tylko udostępnienia kredytobiorcy umówionej kwoty środków pieniężnych, ale i wyrażenia zgody na korzystanie z niej przez umówiony okres, a w przypadku kredytobiorcy – zwrotu udostępnionej [wykorzystanej] kwoty oraz zapłaty odsetek [następuje to w postaci uiszczania zgodnie z ustalonym harmonogramem umówionych rat kapitałowo – odsetkowych] i prowizji [jeśli zostało to umówione].

W tym kontekście istotne jest, że z tytułu kapitału kredytobiorca generalnie powinien zwrócić bankowi taką samą kwotę, którą bank mu udostępnił. W tym zakresie świadczenia stron co do zasady powinny więc być jednakowe i równe, co odnosi się zwłaszcza do ich nominalnej tożsamości. Inaczej mówiąc, kapitał podlegający zwrotowi przez kredytobiorcę nie powinien być ani wyższy, ani niższy od kapitału, który został mu udostępniony przez bank. W takim ujęciu wysokość raty spłacanej przez kredytobiorcę jest uzależniona (oczywiście w odniesieniu do konkretnej kwoty kredytu) od okresu, na jaki kredyt został mu udzielony oraz od wysokości odsetek za korzystanie z pieniędzy udostępnionych mu przez bank.

Jednocześnie zauważyć trzeba, że ze względu na zjawisko inflacji, powodującej spadek realnej wartości siły nabywczej pieniądza, może to skutkować tym, że – zwłaszcza przy kredytach długoterminowych udzielanych na kilkanaście lub nawet więcej lat (w niniejszej sprawie na 360 miesięcy, czyli na 30 lat) – może dojść do spadku realnej wartości kapitału zwracanego przez cały okres kredytowania w wysokości nominalnej. Generalnie takiemu spadkowi wartości zwracanego kapitału zapobiegać ma ustalenie wysokości oprocentowania kredytów na takim poziomie, aby płacone przez kredytobiorcę odsetki (w ramach raty kapitałowo – odsetkowej) pełniły nie tylko funkcję wynagrodzenia za korzystanie przez kredytobiorcę ze środków pieniężnych banku, ale miały także funkcję waloryzacyjną (pełnienie takiej funkcji przez odsetki jest aktualnie powszechnie akceptowane w orzecznictwie i doktrynie). Powoduje to jednak, że wysokość oprocentowania kredytów jest stosunkowo duża, ponieważ kumuluje w sobie nie tylko wynagrodzenie za korzystanie z udostępnionego kapitału, ale i waloryzację mającą zapewnić bankowi odpowiedni (tj. zakładany w ramach udzielonego kredytu) zysk, który mógłby zostać zagrożony przez spadek realnej wartości kapitału zwracanego w wartości nominalnej, czyli odpowiadającej wysokości udostępnionej kwoty środków pieniężnych według stanu z chwili zawarcia umowy kredytu.

W takim stanie rzeczy może pojawić się kwestia, w jaki ewentualny inny sposób zapewnić, aby zwracany bankowi (przez wiele lat związania stron umową kredytu) kapitał zachował taką wartość, jaką miał w chwili zawarcia tej umowy, bez jednoczesnej konieczności ustalania zbyt dużej wysokości oprocentowania kredytu tak, aby pełniło ono również funkcję waloryzacyjną. Prima facie , wydawało się, że taki cel można osiągnąć dzięki zastosowaniu indeksacji (lub denominacji), mającej pozwolić na zastosowanie do kredytu niższego oprocentowania według stawek LIBOR w zamian za przeliczenie kwoty kapitału za pomocą kursu waluty obcej (najczęściej CHF), co było zazwyczaj określane jako „wyrażenie” kwoty kredytu (lub jego salda) w walucie obcej, a obecnie jest wykorzystywane przez banki do formułowania tezy, że waluta obca była walutą zobowiązania, natomiast waluta polska była tylko walutą wykonania zobowiązania.

Biorąc pod uwagę, że do istoty umowy kredytu należy to, że kredytobiorca co do zasady powinien zwrócić bankowi taką samą kwotę, którą od niego otrzymał („którą bank mu udostępnił”), indeksację (denominację) można byłoby zaakceptować jedynie przy założeniu, że ma ona zapewnić jedynie równowartość zwracanego kapitału, czyli prowadzić do tego, że wprawdzie kredytobiorca – w ujęciu nominalnym – zwróci bankowi inną kwotę, niż od niego otrzymał, niemniej zwracana kwota realnie będzie odpowiadać ekonomicznej wartości otrzymanego kapitału (odda nie to samo, ale tyle samo).

Z takiego punktu widzenia indeksacja (denominacja) stanowi więc rodzaj waloryzacji umownej, przewidzianej w art. 358 1 § 2 k.c., zgodnie z którym strony mogą zastrzec w umowie, że wysokość świadczenia pieniężnego zostanie ustalona według innego niż pieniądz miernika wartości. Istotne jest przy tym, że aktualnie w doktrynie i orzecznictwie powszechnie przyjmuje się, że miernikiem wartości, według którego zostanie dokonana waloryzacja (tzw. miernikiem lub kryterium waloryzacji), może być także pieniądz (waluta), ale inny niż ten, w której świadczenie jest wyrażone i podlega spełnieniu.

W konsekwencji na akceptację zasługuje pogląd, że indeksacja w umowie kredytu za pomocą kursu waluty obcej jest w istocie rodzajem waloryzacji umownej (zob. np. wyroki Sądu Najwyższego z dnia 1 marca 2017 r., IV CKN 285/16 i dnia 27 lutego 2019 r., II CSK 19/18). Dodać wypada, że Sądowi Apelacyjnemu w składzie orzekającym w niniejszej sprawie znane są poglądy prezentowane głównie przez banki, znajdujące się w sporze z kredytobiorcami, że indeksacja w umowach kredytu ma zupełnie odmienny charakter i w żadnym wypadku nie wolno utożsamiać jej lub, co gorsza, mylić z waloryzacją, o której mowa w art. 358 1 § 2 k.c., ale pogląd ten należy uznać za niezasadny.

Zaakceptowanie takiego poglądu oznaczałoby bowiem, że indeksacja nie ma służyć zapewnieniu realnej wartości świadczenia kredytobiorcy, a tym samym, że nie zmierza jedynie do tego, aby zwrócił on bankowi dokładnie taką samą kwotę środków pieniężnych, którą sam od niego uprzednio otrzymał, z tym że w ujęciu realnym (ekonomicznym) a nie jedynie nominalnym, lecz mogłoby powodować, że wartość zwróconego kapitału nie tylko w ujęciu nominalnym, ale i realnym, w ogóle nie będzie odpowiadać wartości udostępnionego mu przez bank kapitału, i to nawet przy uwzględnieniu spadku siły nabywczej pieniądza (tj. waluty polskiej) po zawarciu umowy kredytu.

Nie jest przekonująca teza, że za takim charakterem indeksacji (denominacji) przemawia okoliczność, że kredytobiorcy akceptowali ryzyko związane ze zmiennością kursu waluty obcej stosowanej w mechanizmie indeksacji (denominacji). Nie może to bowiem oznaczać oderwania wartości ich świadczenia od wartości świadczenia, które otrzymali od banku. Inaczej mówiąc, nie ma podstaw do przyjęcia, że ich świadczenie może nie stanowić równowartości otrzymanego kapitału nie tylko w ujęciu nominalnym, ale także realnym (zwaloryzowanym). Byłoby to sprzeczne z właściwością (naturą) zobowiązania wynikającego z umowy kredytu, ponieważ oznaczałoby, że kredytobiorca nie będzie zwracał bankowi tej samej kwoty (choćby jedynie w ujęciu realnym, inaczej ekonomicznym), którą od niego otrzymał w walucie polskiej, lecz jakąś nieokreśloną kwotę, która będzie zależała nie od spadku realnej wartości otrzymanego świadczenia, ustalanej za pomocą umówionego miernika wartości, lecz od oderwanego od utraty siły nabywczej waluty polskiej i w gruncie rzeczy przypadkowego czynnika w postaci kursu waluty obcej.

W konsekwencji pogląd głoszący, że kredyt indeksowany kursem waluty obcej jest całkowicie specyficznym produktem, do którego nie mają zastosowania prze-pisy o waloryzacji, mógłby zostać zaaprobowany tylko przy założeniu, że w ogóle nie jest on kredytem w rozumieniu art. 69 pr. bank., lecz stanowi odrębną umową nienazwaną. Byłoby to jednak sprzeczne z oczekiwaniem przez banki, aby takie umowy były nadal traktowane jako umowa kredytu, z tym że w nieco zmodyfikowanej postaci, przy jednoczesnym negowaniu poglądu, że indeksacja nie jest niczym innym niż waloryzacja. Konkludując, skoro banki, w tym pozwany, opierają swoje stanowisko na tezie, że do umowy kredytu indeksowanego (takiej jak w niniejszej sprawie), mają zastosowanie przepisy prawa bankowego, w tym art. 69 pr. bank., to nie można uznać, że indeksacja świadczeń stron może być rozumiana inaczej niż waloryzacja umowna, o której mowa w art. 358 1 § 2 k.c.

Z uznaniem, że indeksacja polega jedynie na przeliczeniu wartości świadczeń stron za pomocą kursu wybranej waluty obcej, a jej istota mieści się w konstrukcji waloryzacji, wiążą się dwa kolejne zagadnienia o istotnym znaczeniu dla rozstrzyganej sprawy. Pierwsze z nich dotyczy waluty kredytu indeksowanego, a mianowicie, czy jest to kredyt złotowy, czy walutowy (w znaczeniu udzielony w innej walucie niż waluta polska). Skoro zatem indeksacja jest po prostu rodzajem waloryzacji, przyjąć należy, że nie służy ona do określenia przedmiotu świadczenia, lecz jedynie do ustalenia jego wartości. Świadczenie pieniężne po waloryzacji nie zmienia bowiem swojego charakteru lub przedmiotu, a zatem co do zasady w dalszym ciągu jest spełniane w tej samej walucie, w jakiej zostało zawarte zobowiązanie.

Jest to szczególnie widoczne w przypadkach, w których miernikiem waloryzacji są rzeczy inne niż waluta obca, np. jakieś towary (produkty) lub usługi lub złoto albo inne kruszce (klauzule towarowe lub klauzula złota), gdyż zastosowanie waloryzacji bezsprzecznie nie prowadzi do tego, że świadczenie nie będzie już polegać na zapłacie określonej sumy pieniężnej, lecz będzie podlegać spełnieniu bezpośrednio w przedmiotach lub usługach przyjętych za miernik (kryterium) waloryzacji.

Dotyczy to także sytuacji, w której miernikiem wartości (kryterium waloryzacji) jest waluta obca, aczkolwiek taki miernik może niekiedy powodować trudności z odróżnieniem waluty świadczenia od waluty waloryzacji. Niemniej jednak zważywszy, że celem waloryzacji jest jedynie ustalenie realnej zamiast nominalnej wartości świadczenia za pomocą wybranego miernika, czyli w tym przypadku – konkretnej waluty obcej, to nie można przyjmować, że skutkuje to jednocześnie zmianą waluty świadczenia z waluty polskiej na walutę obcą, a nie tylko zmianą kwotowej wysokości tego świadczenia.

Błędne i nieuwzględniające istoty waloryzacji jest więc stanowisko, że zastosowanie waluty obcej jako miernika waloryzacji prowadzi do zmiany waluty świadczenia. W rzeczywistości świadczenie nadal określone jest w tej samej walucie, w ja-kiej zostało wyrażone w chwili powstania zobowiązania (zawarcia umowy), a waluta obca służy wyłącznie do ustalenia nowej (ujmowanej kwotowo) wysokości tego świadczenia w dotychczasowej walucie, tj. jego wysokości zwaloryzowanej, która ma zastąpić wysokość nominalną, tj. tę wysokość, którą świadczenie miałoby bez dokonania waloryzacji. Oznacza to, że także w przypadku zastosowania waluty obcej jako miernika waloryzacji nie dochodzi do zmiany waluty zobowiązania, gdyż waluta obca ma na celu jedynie ustalenie nowej (tj. zwaloryzowanej) wysokości świadczenia w dotychczasowej walucie. Można to ująć także w ten sposób, że w takim przypadku jedna waluta jest przez cały czas walutą zobowiązania, w której spełniane jest świadczenie, a druga (obca) waluta, będąca walutą indeksacji, jest tylko narzędziem do ustalenia zwaloryzowanej wartości tego świadczenia.

Odmiennej oceny nie może uzasadniać okoliczność, że w umowach kredytu indeksowanego (niekiedy już od chwili ich zawarcia, a niekiedy dopiero po wejściu w życie ustawy antyspreadowej) możliwe było spełnianie świadczenia przez kredytobiorców bezpośrednio w walucie indeksacji. Taki argument nie może bowiem przesądzać o tym, że wskutek indeksacji doszło do zmiany waluty świadczenia. Z jednej strony wziąć trzeba pod uwagę, że w warunkach gospodarki rynkowej, w której większość walut ma charakter wymienialny, co do zasady, zwłaszcza za zgodą stron, możliwe jest spełnienie każdego świadczenia pieniężnego w innej walucie niż waluta zobowiązania, oczywiście przy zachowaniu ekonomicznej równowartości przedmiotu świadczenia. Znajduje to zresztą wyraz w nowelizacji art. 358 § 1 k.c., dokonanej z dniem 24 stycznia 2009 r., zgodnie z którą generalnie dopuszczalne jest spełnienie w walucie polskiej świadczenia wyrażonego w walucie obcej. Nie oznacza to jednak, aby dokonanie waloryzacji (indeksacji) skutkuje zmianą świadczenia wyrażonego w walucie polskiej na świadczenie w walucie obcej.

Z drugiej strony zauważyć trzeba, że autorem projektu (wzorca umownego), według którego została zawarta powyższa umowa, niewątpliwie był pozwany bank. W związku z tym z faktu nadania tej umowie określonej treści (w tym dopuszczenia możliwości spłaty kredytu bezpośrednio w walucie indeksacji) nie można wyprowadzać wniosków sprzecznych z istotą waloryzacji i istotą umowy kredytu, chyba że – co zostało wyżej wykluczone – należałoby uznać, że przedmiotowa umowa w ogóle nie jest już umową kredytu w rozumieniu art. 69 pr. bank., lecz zupełnie inną umową o charakterze nienazwanym.

Indeksacja nie polega więc na wprowadzeniu do umowy kredytu waluty obcej jako waluty zobowiązania, lecz sprowadza się do mechanizmu przeliczeniowego, służącego do ustalenia wartości świadczenia w walucie polskiej za pomocą kursu waluty obcej. W konsekwencji w umowie kredytu indeksowanego występują wpraw-dzie dwie waluty, ale tylko jedna z nich (waluta polska) jest walutą świadczenia, a druga (waluta obca) jest wyłącznie walutą indeksacji. Pozwala to jednocześnie wyjaśnić, dlaczego wbrew stanowisku, zajmowanym na ogół przez banki, kredyt indeksowany nie jest kredytem walutowym, lecz kredytem złotowym (aczkolwiek ukształtowanym w sposób szczególny, jak chodzi o ustalanie zwaloryzowanej wartości świadczenia, a w konsekwencji także jak chodzi o wysokość oprocentowania i sposób jego ustalania).

Kredyt indeksowany za pomocą kursu waluty obcej nie może być zatem uważany za równoznaczny z kredytem w walucie obcej. Jest on tylko powiązany z tą walutą, ale nadal jest kredytem wyrażonym i udostępnionym kredytobiorcy w walucie polskiej, natomiast waluta obca stanowi miernik wartości świadczenia tak, aby zachowało ono realną wartość w okresie wieloletniego związania stron umową kredytu. Kredyt indeksowany jest więc szczególnym rodzajem kredytu złotowego, charakteryzującym się tym, że z uwagi na ustalanie wartości świadczenia (podlegającego spełnieniu w walucie polskiej) za pomocą kursu waluty obcej jest oprocentowany przy zastosowaniu stawek referencyjnych LIBOR a nie WIBOR, tak jak byłoby w przypadku klasycznego kredytu złotowego. Stanowi on zatem modyfikację kredytu złotowego, a nie rodzaj kredytu walutowego.

Dodać można, że odmienne stanowisko opiera się w istocie na błędzie logicznym, ponieważ posługuje się stwierdzeniem, że kredyt indeksowany jest kredytem walutowym indeksowanym kursem waluty obcej (idem per idem). Pojęcie indeksacji kursem waluty obcej ma zatem sens tylko w odniesieniu do świadczenia określonego w walucie polskiej. Nie można bowiem uznać, że można indeksować za pomocą waluty obcej świadczenie, które już ma charakter walutowy. Oznacza to, że indeksacja może odnosić się tylko do takiego świadczenia, które ma charakter złotowy. Odpowiada to wyrażonemu wyżej poglądowi, że kredyt indeksowany (a także denominowany) jest kredytem złotowym, ale charakteryzującym się występowaniem w nim mechanizmu przeliczeniowego za pomocą waluty obcej (w postaci indeksacji lub denominacji).

Skoro indeksacja jest w istocie waloryzacją i de facto nie wiąże się ze zmianą waluty, będącej przedmiotem świadczenia, z waluty polskiej na walutę obcą, a w konsekwencji także z jej wymianą, to jednocześnie całkowicie pozbawione podstawy jest stanowisko, według którego w ramach mechanizmu indeksacji następuje „odkupywanie” przez bank od kredytobiorcy kwoty kredytu rzekomo udostępnionego mu (oddanego do dyspozycji lub mówiąc wprost – wypłaconego) w walucie obcej oraz „sprzedawanie” mu waluty obcej w celu spłaty rat kapitałowo – odsetkowych, podlegających (według tej koncepcji) – spełnieniu w walucie obcej.

Podkreślić kategorycznie wypada, że indeksacja, jako rodzaj waloryzacji, w ogóle nie polega na zmianie waluty świadczenia, lecz sprowadza się jedynie do przeliczenia jego wartości według przyjętego miernika (kryterium) waloryzacji, czyli w niniejszej sprawie – kursu waluty obcej w postaci franka szwajcarskiego (CHF), jednak w dalszym ciągu świadczenie jest spełniane w walucie polskiej. Jak wcześniej wyjaśniono, nie jest z tym sprzeczna możliwość jego ewentualnego spełnienia w innej wymienialnej walucie, w tym bezpośrednio w CHF jako walucie indeksacji, ponieważ zasadniczo nie powoduje to, że waluta obca staje się walutą świadczenia, lecz w takim przypadku jest ona jedynie walutą, w jakiej zobowiązanie zostaje faktycznie wykonane.

Nie zasługuje więc na akceptację pogląd, że kredyt indeksowany jest szczególnym kredytem, w którym nie dochodzi do waloryzacji, czyli jedynie ustalenia wartości świadczenia za pomocą waluty obcej będącej miernikiem waloryzacji, lecz do rzeczywistej wypłaty (oddania kredytobiorcy do dyspozycji) świadczenia w walucie obcej, a także do jego spłaty w walucie obcej – co miałoby uzasadniać nadanie takiemu kredytowi charakteru walutowego – mimo że świadczenia obu stron de facto są spełniane w walucie polskiej. Nieprzekonujące są przy tym próby, przewrotnej w istocie, argumentacji, że wypłata kredytu w walucie polskiej, a nie w walucie obcej, będącej rzekomo walutą zobowiązania, była działaniem wyłącznie w interesie i na korzyść konsumentów w celu zaoszczędzenia im niedogodności związanych z wymianą udostępnionego w walucie obcej kapitału na walutę polską, a także z koniecznością ewentualnego nabywania waluty obcej w celu spłaty rat. W rzeczywistości w tych przypadkach w ogóle nie dochodzi do obrotu walutami, a odkupienie waluty obcej od kredytobiorców (przy wypłacie kredytu) lub sprzedanie im waluty obcej (przy spłacie kredytu) ma charakter fikcyjny, ponieważ indeksacja, będąca w gruncie rzeczy waloryzacją, nie wiąże się z realnym obrotem walutą obcą, lecz jedynie z ustalaniem wartości świadczenia spełnianego w walucie polskiej przez odesłanie do kursu waluty obcej będącej walutą indeksacji, czyli miernikiem waloryzacji.

Oznacza to, że twierdzenia o dokonywaniu obrotu walutą obcą (udostępnianiu jej kredytobiorcom przy wypłacie kredytu oraz sprzedawaniu im jej przy jego spłacie) w istocie mają na celu jedynie skomplikowanie stosunkowo prostej (mimo wszy-stkich kontrowersji) konstrukcji kredytu indeksowanego kursem waluty obcej (jako kredytu waloryzowanego tym kursem) w celu usprawiedliwienia zasadności określania go jako kredyt walutowy, mimo że przez cały czas był on wyrażony i spełniany w walucie polskiej, a waluta obca służyła jedynie do ustalenia wysokości świadczeń stron (ich przeliczenia). Konkludując, indeksacja nie może nadawać kredytowi charakteru walutowego, gdyż nie odpowiadałoby to jej charakterowi i celowi, wobec czego taki kredyt tylko fikcyjnie (pozornie, ale z zastrzeżeniem, że nie chodzi tutaj o pozorność w rozumieniu art. 83 k.c.) mógłby mieć charakter walutowy.

Drugie ze wspomnianych wcześniej zagadnień, będących konsekwencją uz-nania indeksacji jedynie za rodzaj waloryzacji [tj. oprócz tego, że nie powoduje ona zmiany waluty świadczenia z waluty polskiej, w której zobowiązanie zostało wyrażone, na walutę obcą, za pomocą której jest ono indeksowane, czyli waloryzowane, a tym samym nie uzasadnia uznania kredytu indeksowanego za kredyt walutowy, w którym dochodzi do rzeczywistego spełnienia świadczeń stron w walucie obcej], wiąże się z kwestią braku podstaw do waloryzacji tego świadczenia, które jest spełniane od razu po powstaniu zobowiązania (zawarciu umowy kredytu) ewentualnie niezwłocznie po jego powstaniu. Wynika to z tego, że waloryzacja ze swej istoty mo-że dotyczyć jedynie tego świadczenia, które nie jest spełniane bezpośrednio w chwili jego powstania, lecz dopiero po upływie pewnego okresu od tej chwili, ponieważ tylko w takiej sytuacji można mówić o spadku realnej wartości tego świadczenia z uwagi na spadek siły nabywczej waluty, w której ma ono zostać spełnione. Jedynie w takim przypadku wchodzi w rachubę ustalenie jego wartości według wybranego miernika waloryzacji, wskutek czego nie podlega ono spełnieniu w nominalnej wysokości, jaką miało w chwili powstania, lecz w wartości zwaloryzowanej.

Odnosząc to do umowy kredytu, wziąć trzeba pod uwagę, że tylko jedno z wynikającej z niej świadczeń, a mianowicie świadczenie kredytobiorcy, podlega spełnieniu dopiero po pewnym czasie od powstania zobowiązania, a w gruncie rzeczy jest sukcesywnie spełniane przez cały okres trwania umowy (niekiedy nawet przez kilkanaście lub kilkadziesiąt lat). Natomiast świadczenie banku, polegające na udostępnieniu kredytobiorcy kwoty kredytu, jest co do zasady spełniane jednorazowo (ewentualnie w transzach) bezpośrednio po zawarciu umowy lub w stosunkowo nieodległym czasie od tej chwili. W oczywisty sposób nie może więc ono stracić swojej realnej wartości, jaką posiada zgodnie z treścią zobowiązania.

Prowadzi to do wniosku, że niedopuszczalne, a co najmniej wątpliwe i wysoce kontrowersyjne, jest stosowane w umowach kredytu indeksowanego kursem waluty obcej przeliczanie nie tylko świadczenia spełnianego przez kredytobiorcę na rzecz banku przez wiele lat spłaty kredytu, ale także świadczenia banku udostępnianego kredytobiorcy (jednorazowo lub w transzach) w zasadzie bezpośrednio po zawarciu umowy kredytu. Przeliczanie tego świadczenia mogłoby zostać ewentualnie zaakceptowane jedynie wtedy, gdyby miało służyć tylko do ustalenia jego równowartości w walucie obcej stanowiącej miernik indeksacji (waloryzacji). Jednak w takim ujęciu powinno ono odpowiadać wartości tego świadczenia, które będzie podlegać zwrotowi dopiero po upływie pewnego okresu od powstania zobowiązania, czyli świadczenia kredytobiorcy. Inaczej mówiąc, powinno sprowadzać się to do ustalenia (przeliczenia), jaką kwotę wyrażoną w walucie indeksacji, a nie w walucie zobowiązania, kredytobiorca musiałby zwrócić bankowi, gdyby chciał oddać mu otrzymaną w walucie polskiej kwotę kredytu.

W takim ujęciu nie ma miejsca na podwójną waloryzację świadczeń obu stron umowy kredytu indeksowanego: raz świadczenia banku, a drugi raz świadczenia kredytobiorcy. Tym bardziej niezasadne jest stosowanie do ustalenia równowartości świadczenia banku kursu kupna, skoro nieprawdziwe i bezpodstawne są poglądy, według których bank rzekomo udostępnia kredytobiorcy kwotę kredytu w walucie obcej, a jedynie dla wygody kredytobiorcy wypłaca mu ją faktycznie w walucie polskiej. Za zgodne z istotą waloryzacji (i optymalne) uznać natomiast należy, że ustalenie wartości świadczenia kredytobiorcy w walucie obcej powinno nastąpić tylko raz, i to przy zastosowaniu kursu sprzedaży waluty obcej, skoro indeksacja zasadniczo miała na celu spłatę kredytu w walucie polskiej, ale po przeliczeniu w oparciu o kurs waluty obcej w chwili spłaty poszczególnych rat tak, aby dokonana spłata odpowiadała – według przyjętego miernika waloryzacji – wartości, jaką świadczenie kredytobiorcy miało w chwili powstania zobowiązania. Inaczej mówiąc, przeliczenie wartości kwoty kredytu na walutę obcą, dokonane w chwili jej udostępnienia kredytobiorcy przez bank, miało stanowić jedynie punkt odniesienia służący do ustalenia wartości poszczególnych rat w chwili ich spełnienia.

Pozwoliłoby to jednocześnie uniknąć wątpliwości, związanych z tym, że w przypadku podwójnej waloryzacji, dokonywanej przy tym za pomocą różnych kursów (kursu kupna do świadczenia banku i kursu sprzedaży do świadczenia kredytobiorcy), mogłoby dojść do tego, że nawet w przypadku hipotetycznego zwrócenia przez kredytobiorcę całej kwoty kredytu w tym samym dniu, w którym bank mu ją udostępnił, ten drugi musiałby – z uwagi na różne kursy, a także związany z tym spread walutowy – oddać bankowi w walucie polskiej, będącej walutą zobowiązania, znacznie wyższą (niekiedy nawet o kilka lub kilkanaście tysięcy złotych) kwotę, niż sam od niego otrzymał. Z tego punktu widzenia nie można odmówić racji poglądom, zgodnie z którymi dawało to bankowi dodatkowy i niczym nieuzasadniony dochód (przypominający prowizję), mimo że nie łączyło się z tym żadne świadczenie z jego strony na rzecz kredytobiorcy.

W świetle powyższych uwag chybiony jest zarzut błędnego przyjęcia przez Sąd pierwszej instancji, że zawarta między stronami umowa kredytu indeksowanego kursem CHF nie dotyczyła kredytu walutowego, lecz złotowego. Ma to jednocześnie bardzo istotne znaczenie dla oceny prawidłowości informacji przekazanych powodowi przez pozwanego o ryzyku walutowym wiążącym się z tą umową. Zauważyć zwłaszcza należy, że konstrukcja umowy kredytu indeksowanego kursem waluty obcej, wcale nie była tak jednoznaczna i oczywista, jak obecnie twierdzi pozwany. Skoro bowiem sam pozwany, nota bene profesjonalista i autor tekstu umowy, nietrafnie interpretuje zastosowany w niej mechanizm indeksacji, w szczególności neguje, że był on w istocie rodzajem waloryzacji, to wątpliwe i nieprzekonujące jest, aby mógł udzielić powodowi odpowiednich wyjaśnień, które pozwoliłyby mu prawidłowo zrozumieć i ocenić ryzyko związane z zawarciem takiej umowy.

Nie chodzi jedynie o to, czy powód mógł i powinien był zdawać sobie sprawę ze zmienności kursu CHF, którego wahań w ogóle nie można było przy tym przewidzieć, zwłaszcza w perspektywie wieloletniego związania stron przedmiotową umową, ale przede wszystkim o to, czy zdawał sobie sprawę z tego, że w gruncie rzeczy nie zawierał typowej umowy kredytu, w której będzie zobowiązany do zwrotu faktycznie otrzymanej od banku kwoty, lecz że w rzeczywistości – z uwagi na zastosowany w niej mechanizm indeksacji – może być zobowiązany do zwrotu kwoty, która nie tylko nominalnie, ale i realnie (tj. po przeliczeniu za pomocą zastosowanego w umowie powiązania z kursem CHF), w ogóle nie będzie odpowiadać wartości otrzymanego świadczenia.

Inaczej mówiąc, rzecz sprowadza się do tego, czy został poinformowany przez bank, że w zamian za korzyść, istniejącą w chwili zawarcia umowy w postaci niższego oprocentowania, a tym samym niższej raty, przyjmuje wyłącznie na siebie niczym nieograniczone ryzyko, że może być zobowiązany do zwrotu kwoty, która w ogóle nie będzie odpowiadać ani nominalnej, ani nawet realnej (tj. uwzględniającej spadek wartości waluty polskiej) wartości otrzymanej kwoty. Do tego zaś sprowadza się argumentacja pozwanego, że skoro powód znał i akceptował ryzyko walutowe, to nie może obecnie być mowy o abuzywnym charakterze postanowień umownych, dotyczących mechanizmu indeksacji jako takiego, a nie tylko ewentualnie postanowień, dotyczących jednostronnego ustalania przez niego kursów CHF stosowanych w tym mechanizmie, określonych w § 17 umowy.

Inaczej rzecz ujmując, wątpliwe jest, aby pozwany rzetelnie wyjaśnił powodowi istotę i skutki indeksacji, skoro z okoliczności sprawy, w tym z jego wyjaśnień i argumentacji procesowej, wynika, że on sam nie zdawał sobie w pełni sprawy z jej możliwych konsekwencji (w szczególności w przypadku bardzo znacznego wzrostu kursu CHF ponad granice zakładane przy zawieraniu umowy). W tym kontekście podkreślić trzeba, że wbrew pozwanemu indeksacja nie została wprowadzona do umowy na wniosek powoda, lecz to on zastosował ją w opracowanym przez siebie wzorcu umownym, na podstawie którego została zawarta przedmiotowa umowa, przekonując konsumenta, że zawarcie takiej umowy jest dla niego znacznie korzystniejsze od kredytu złotowego bez mechanizmu indeksacji, oprocentowanego stawką WIBOR, a powód jedynie zgodził się na nią, nie zdając sobie należycie sprawy z jej istoty i skutków.

Już tylko z takiego punktu widzenia pojawia się pytanie, czy zaproponowanie powodowi, jako konsumentowi, działającemu w dobrej wierze i w zaufaniu do banku jako profesjonalnej instytucji publicznej, umowy kredytu, która w rzeczywistości – odmiennie niż w przypadku typowej umowy kredytu złotowego oprocentowanego stawką WIBOR – obciążała go ogromnym ryzykiem, związanym z przeliczaniem wartości świadczeń stron za pomocą kursu CHF, nie oznacza, że bank w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami działał, choćby nieumyślnie, na niekorzyść konsumenta. Nie można bowiem zaakceptować stanowiska, że wobec konsumenta, jako nieprofesjonalisty, a przy tym słabszej strony umowy, będą stawiane surowsze wymagania w zakresie zrozumienia rzeczywistego znaczenia mechanizmu indeksacji, przyjętego w przedmiotowej umowie oraz związanego z nim dla niego ryzyka, zwłaszcza jego nieograniczonego w jakimkolwiek zakresie rozmiaru, niż w stosunku do banku, jako profesjonalisty w dziedzinie udzielania kredytów i silniejszej strony umowy, a przy tym autora przyjętej w umowie konstrukcji indeksacji świadczeń z tytułu kredytu przy zastosowaniu kursu CHF.

Bezzasadne jest także stanowisko skarżącego co do wadliwego ustalenia przez Sąd pierwszej instancji, że zawarte w przedmiotowej umowie postanowienia, dotyczące indeksacji, nie zostały przez niego indywidualnie uzgodnione z powodem. Na akceptację zasługuje stanowisko w/w Sądu, że o indywidualnym uzgodnieniu tych postanowień nie może świadczyć samo dokonanie przez powoda wyboru konkretnej oferty kredytu lub fakt zawarcia z pozwanym umowy, zawierającej klauzule indeksacyjne, na podstawie złożonego przez niego wniosku o udzielenie kredytu.

Podkreślić trzeba, że do zawarcia przedmiotowej umowy niewątpliwie nie mogło dojść całkowicie bez jakichkolwiek uzgodnień z powodem, ponieważ musiał on co najmniej wyrazić wolę zawarcia umowy kredytu, i to z pozwanym bankiem oraz wskazać, na jaki cel i w jakiej kwocie, a także na jaki okres chce go uzyskać. Nie jest to jednak równoznaczne z indywidualnym uzgodnień wszystkich postanowień umownych, ponieważ w kontekście art. 385 1 i nast. k.c. wymóg ten należy odnosić jedynie do tych postanowień umownych, które są oceniane pod kątem abuzywności, a nie ogólnie do faktu zawarcia całej umowy, do czego nie może przecież dojść także bez zgody konsumenta.

W związku z tym z faktu, że konsument zaakceptował umowę kredytu przygotowaną wprawdzie zgodnie z jego wnioskiem, ale na podstawie wzorca umownego opracowanego przez bank i stosowanego przez niego do wielu klientów, nie można wyprowadzać wniosku, że w konsekwencji wszystkie postanowienia umowne zostały z nim indywidualnie uzgodnione. Chodzi bowiem przede wszystkim o to, czy miał on możliwość wpływu na ukształtowanie tych postanowień, które mają charakter abuzywny. Nie jest przy tym wystarczające jedynie to, że zaakceptował je w takim kształcie, w jakim bank zaproponował je w opracowanym przez niego wzorcu umownym.

Nie można więc uznać, że pozwany – zgodnie ze spoczywającym na nim na mocy art. 385 1 § 4 k.c. ciężarem dowodu – wykazał, że rzeczywiście indywidualnie uzgodnił z powodem nie tyle niektóre postanowienia umowne, co konkretnie sporne postanowienia, wprowadzające do umowy mechanizm indeksacji i regulujące sposób jej wykonania. Z takiego punktu widzenia podkreślić należy, że nawet z twierdzeń pozwanego nie wynika, aby uzgadniał on ze stroną powodową treść tych postanowień, lecz tylko ogólnikowo i lakonicznie wskazuje, że ostateczny kształt zawartej przez strony umowy był efektem negocjacji stron i indywidualnych uzgodnień.

Chybione i nieprzekonujące są ponadto zarzuty oraz przytoczone na ich poparcie wywody pozwanego, z których miałoby wynikać, że należycie zaznajomił on powoda z postanowieniami umownymi, dotyczącymi mechanizmu indeksacji i ryzyka kursowego i że w związku z tym w pełni swobodnie i świadomie dokonał on wyboru takiego kredytu, tj. kredytu indeksowanego kursem CHF, a jednocześnie zrezygnował z zaproponowanego mu równolegle kredytu w walucie polskiej.

Jak już bowiem wynika z wcześniejszych uwag, opracowana przez pozwanego (podobnie jak i przez inne banki) konstrukcja umowy kredytu indeksowanego kursem CHF wcale nie była tak prosta i zrozumiała, jak próbuje on obecnie twierdzić, a zwłaszcza w ogóle nie chroniła kredytobiorców, będących konsumentami, przed skutkami nieograniczonego wzrostu kursu waluty obcej, stanowiącej miernik waloryzacji (określanej zresztą stosunkowo myląco jako indeksacja, mimo że takie pojęcie nie występowało wówczas ani w Prawie bankowym, ani w Kodeksie cywilnym, jak również nie było w tamtym okresie zdefiniowane w doktrynie lub orzecznictwie).

Zresztą, banki – kwestionując stawiane im zarzuty działania w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami i z rażącym naruszeniem interesów konsumentów – próbują przekonywać, że również one nie brały pod uwagę możliwości tak znacznego wzrostu kursu CHF jako waluty indeksacji (czyli de facto miernika waloryzacji) i w ogóle nie zdawały sobie wówczas sprawy z takiej możliwości, twierdząc, że jest to okoliczność niezależna od nich i niezawiniona przez nie, co miałoby uzasadniać przyjęcie, że to kredytobiorcy – konsumenci niezasadnie i sprzecznie z zasadami współżycia społecznego chcą obecnie – wyłącznie z uwagi na wzrost kursu CHF – zwolnić się z konieczności wywiązania się z przyjętego na siebie zobowiązania.

W nawiązaniu do takiego stanowiska zauważyć można, że zagadnienie przejrzystości postanowień umownych, dotyczących indeksacji kwoty kredytu i zasad jej dokonywania oraz oceny korzystności tych postanowień dla konsumenta, w gruncie rzeczy jest stosunkowo złożone i niejednoznaczne. Z jednej strony wiąże się to z tym, że w chwili proponowania konsumentom zawarcia takich umów na pierwszy plan niewątpliwie wysuwała się przede wszystkim kwestia korzyści płynących dla nich ze znacznie niższego oprocentowania kwoty kredytu według stawek LIBOR a nie stawek WIBOR. Z drugiej strony pojawiała się oczywiście także kwestia ryzyka związanego z tym, że kwota kapitału zostanie przeliczona według kursu waluty obcej, będącej walutą indeksacji (abstrahując obecnie od poruszonego wyżej problemu niezasadnego stosowania do tego przeliczenia mniej korzystnego dla kredytobiorcy kursu kupna zamiast kursu sprzedaży, według którego przeliczana była następnie wartość dokonywanych przez niego spłat rat kredytu), ale bezsprzecznie była ona łagodzona lub wręcz bagatelizowana przez ograniczenie rozważań na temat możliwych wahań kursu CHF do zbyt krótkiego przedziału czasowego (z reguły jedynie do okresu ostatnich dwóch lat) lub do rozważania możliwości wzrostu tego kursu – zresztą zgodnie z obowiązującą wówczas banki (...) S – tylko o około 20 %.

Jeśli więc nawet pracownicy pozwanego nie wskazywali wprost, że kurs CHF jest stabilny i że jest to jedna z najpewniejszych walut świata, a także wprost i wyraźnie nie zapewniali powoda, że kredyt indeksowany kursem CHF jest bardzo bezpieczny, to niewątpliwie zakres przekazywanych mu informacji o ryzyku walutowym co najwyżej tylko formalnie wskazywał na nieograniczony charakter tego ryzyka, ale faktycznie ani on, ani nawet sam pozwany, nie brali realnie pod uwagę znacznie wyższego wzrostu kursu CHF, mogącego wahać się nawet w granicach 100 – 150 % w stosunku do kursu z chwili zawarcia umowy kredytu indeksowanego. Niezrozumiałe jest zatem, dlaczego pozwany, który powołuje się na to, że nawet on w chwili zawarcia umowy nie był w stanie przewidzieć tak znacznego wzrostu kursu CHF, a tym samym nie mógł mieć obowiązku uprzedzenia powoda o takiej możliwości, uważa jednocześnie, że on powinien to jednak uwzględnić przy podejmowaniu decyzji o zawarciu umowy, a tym samym wyłącznie on powinien ponosić aktualnie konsekwencje takiej nieprzewidywalnej dla nikogo (także dla pozwanego banku) okoliczności.

Wbrew skarżącemu nie można zatem nadawać zbyt daleko idącego znaczenia temu, że powód – zarówno w chwili składania wniosku kredytowego, jak i w chwili zawierania umowy kredytu indeksowanego kursem CHF – podpisał (nota bene o treści przygotowanej przez pozwanego) oświadczenia, z których wynikało, że został zaznajomiony przez bank o ryzyku wiążącym się z zawarciem takiej umowy i został pouczony o konieczności rozważenia tego ryzyka przed podjęciem decyzji o zawarciu tej umowy, jak również o świadomym i dobrowolnym zrezygnowaniu z zawarcia umowy kredytu w walucie polskiej. Wziąć bowiem trzeba pod uwagę, że złożeniu tych oświadczeń towarzyszyło zaprezentowanie mu informacji i symulacji, wskazujących na to, że znacznie korzystniejszy dla niego jest kredyt indeksowany kursem CHF (będący, wbrew treści przygotowanych przez bank oświadczeń, odmianą kredytu złotowego a nie kredytem walutowym) niż typowy kredyt złotowy, który jest oprocentowany stawką WIBOR a nie LIBOR tak jak kredyt indeksowany.

Poza tym wątpliwe jest, czy w ogóle można było mówić w tym przypadku o kredycie w walucie obcej, skoro w istocie był to również kredyt w walucie polskiej, ale indeksowany kursem waluty obcej. Nieprawdziwe było więc przeciwstawianie tego kredytu kredytowi udzielonemu w walucie polskiej i traktowanie go jako kredytu w walucie obcej. Był to bowiem nadal kredyt złotowy, z tym że oprocentowany korzystnie dla kredytobiorcy niższą stawką LIBOR, ale jednocześnie niekorzystnie, i to bardzo, obciążający kredytobiorcę ryzykiem walutowym, które w ogóle nie występuje w typowej umowie kredytu złotowego.

Można więc uznać, że pozwany bardzo istotnie wpłynął na decyzję powoda, przedstawiając mu kredyt indeksowany kursem CHF jako bardzo atrakcyjny dla niego produkt ze względu na znacznie korzystniejsze oprocentowanie, ale nie wyjaśnił mu uczciwie i rzetelnie, że taka sytuacja będzie miała miejsce tylko w przypadku utrzymania się lub jedynie nieznacznego wzrostu ówczesnego kursu CHF. Nawet gdyby przyjąć korzystnie dla pozwanego, że on sam także nie zdawał sobie wówczas sprawy z możliwości tak bardzo znacznego wzrostu kursu CHF, to i tak należy uznać, że przedstawiona przez niego powodowi informacja o ryzyku walutowym nie była rzetelna i wyczerpująca, ponieważ faktycznie nie uświadomił mu, że taką możliwość (tj. znacznie większego wzrostu kursu CHF niż tylko o około 20 %) należy również bardzo realnie brać pod uwagę.

Mówiąc obrazowo, pozwany uśpił ostrożność i czujność powoda, przedstawiając mu ofertę udzielenia kredytu indeksowanego kursem CHF, który miał być dla niego bardzo korzystny, nie zwracając mu jednocześnie uwagi na to, że jest on dla niego jednocześnie niezmiernie ryzykowny. Taka ocena była już zresztą wyrażana w orzecznictwie (zob. np. wyrok Sądu Najwyższego z dnia 29 października 2019 r. sygn. akt IV CSK 309/18 ), w którym wskazywano, że gdyby kredytobiorcy – konsumenci zostali należycie pouczeni przez bank o spoczywającym na nich ryzyku walutowym, to działając świadomie i rozważnie nie zawarliby umowy kredytu indeksowanego kursem waluty obcej, a jednocześnie bank, zdając sobie sprawę z możliwości kwestionowania jej treści przez konsumentów w ogóle nie proponowałby im zawarcia takiej umowy.

W świetle dotychczasowych uwag nie ma zatem podstaw do przyjęcia zgodnie ze stanowiskiem skarżącego, że przedmiotowa umowa dotyczyła kredytu walutowego a nie złotowego oraz że sporne postanowienia umowne, dotyczące wprowadzenia do umowy mechanizmu indeksacji i sposobu jej przeprowadzania, zostały z nim indywidualnie uzgodnione oraz zostały mu przez niego (tj. bank) rzetelnie i wyczerpująco wyjaśnione, zwłaszcza jeśli chodzi o wiążące się z nimi dla niego (tj. konsumenta) nieprzewidywalne i nieograniczone ryzyko wzrostu tak wysokości salda kredytu (w walucie zobowiązania a nie w walucie indeksacji), jak i wysokości rat kapitałowo – kredytowych płaconych przez niego w walucie polskiej jako walucie zobowiązania.

Można to ująć również w taki sposób, że w gruncie rzeczy konstrukcja tzw. kredytów frankowych (indeksowanych lub denominowanych), a w rzeczywistości złotowych, opierała się na niewyrażonym wprost założeniu, że dzięki zastosowaniu przelicznika w postaci waluty obcej będzie zachowana wartość ekonomiczna kwoty kredytu (czyli że dzięki przeliczeniu za pomocą kursu CHF będzie istnieć równowartość kwoty kredytu udostępnionego i zwróconego), ale to założenie było błędne już u samych podstaw, ponieważ zawierało niedający się przewidzieć i określić element ryzyka, że taka równowartość nie zostanie jednak realnie osiągnięta z uwagi na to, że zmiany kursu CHF nie korelowały ze zmianą siły nabywczej waluty polskiej, niemniej pozwany tego nie uwzględniał, chociaż mógł i powinien był to uczynić, a jednocześnie całość takiego ryzyka (skutków nierównowagi między walutą polską a walutą obcą) przenosił na kredytobiorcę.

Indeksacja świadczenia kredytobiorcy, jako rodzaj waloryzacji, generalnie powinna bowiem jedynie równoważyć wielkość spadku realnej wartości otrzymanego przez niego od banku świadczenia w takim zakresie, w jakim nie mogło to nastąpić za pomocą oprocentowania kredytu z uwagi na ustalenie go nie za pomocą stawek WIBOR właściwych dla kredytów w walucie polskiej (a kredyt indeksowany nadal jest kredytem udzielonym i spłacanym w walucie polskiej), lecz stawek LIBOR, które – jako niższe – nie mogą należycie pełnić funkcji waloryzacyjnej. W konsekwencji zastosowany w umowie kredytu indeksowanego mechanizm waloryzacji nie powinien, zwłaszcza zbyt nadmiernie na niekorzyść konsumenta jako słabszej strony umowy, odbiegać od wielkości spadku siły nabywczej waluty polskiej jako waluty, w której są ustalone i spełniane świadczenia obu stron.

W przypadku umowy kredytu – w celu zachowania zgodności między kwotą kredytu udostępnionego kredytobiorcy oraz następnie podlegającego zwrotowi – bardzo istotny był więc dobór właściwego miernika waloryzacji. Chodzi przede wszystkim o to, aby taki miernik był adekwatny do zjawisk społeczno – ekonomicznych w Polsce, mających wpływ na spadek siły nabywczej waluty polskiej (tempo inflacji), czyli najogólniej rzecz ujmując – na relacje między wzrostem cen towarów i usług oraz wzrostem dochodów ludności, zwłaszcza konsumentów.

Uzasadnia to stwierdzenie, że pozwany zaproponował powodowi zawarcie umowy kredytu indeksowanego kursem CHF jak kredytu, który miał być dla niego korzystniejszy od zwykłego kredytu złotowego, jedynie bardzo ogólnie informując go o związanym z takim kredytem ryzykiem. Nie wskazał mu zwłaszcza, że kredyt indeksowany – w przeciwieństwie do typowego kredytu złotowego – nie sprowadza się jedynie do zastosowania niższego oprocentowania stawką LIBOR, ale jednocześnie wiąże się z przyjęciem przez niego – z uwagi na zastosowanie indeksacji – nieograniczonego ryzyka zmiany wartości uzyskanego kredytu, które to ryzyko w ogóle nie występuje w typowej umowie kredytu złotowego oprocentowanego stawką WIBOR. Pozwany wykorzystał przy tym jego zaufanie i brak porównywalnej z nim wiedzy na temat okoliczności wpływających na zmianę kursu CHF, uzyskując akceptację dla przygotowanego przez siebie produktu w postaci umowy kredytu indeksowanego kursem waluty obcej. Przemawia to za uznaniem, że działał wobec powoda w sposób nierzetelny i nielojalny, a nawet nieuczciwy, czyli w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami, o których mowa w art. 385 1 k.c.

Zauważyć wypada, że w typowym kredycie złotowym zasadnicze znaczenie – poza ryzykiem niewypłacalności, które dotyczy zarówno banku, jak i kredytobiorcy, ponieważ brak możliwości spłaty kredytu godzi w interesy nie tylko kredytobiorcy, ale i banku – ma ryzyko zmiany (zwłaszcza wzrostu) stopy odsetek, ponieważ w decydującym stopniu wpływa to na wysokość rat kapitałowo – odsetkowych (część kapitałowa w zasadzie jest niezmienna, skoro ma odpowiadać wielkości udostępnionej kwoty kredytu). Natomiast w umowie kredytu indeksowanego kursem waluty obcej dodatkowo pojawiają się jeszcze dwa (poza ryzykiem niewypłacalności i ryzykiem zmiany stopy procentowej) ryzyka: walutowe i kursowe.

Pierwsze z nich wiąże się ze zmianami wartości (kursu) waluty obcej stanowiącej walutę indeksacji (czyli miernik waloryzacji). Istotne jest przy tym, że ze względu na to, że stroną słabszą jest konsument, który jednocześnie ponosi niczym nieograniczone, w tym pod względem wysokości, ryzyko zmiany wartości waluty obcej, ryzyko to szczególnie niebezpieczne i dotkliwe jest po stronie kredytobiorcy (powoda).

Nie jest wystarczający i przekonujący argument banków, że przecież one nie wpływają na wartość waluty obcej ani jej nie kształtują, ponieważ następuje to w wyniku niezależnych od nich procesów ekonomicznych oraz że one też nie mogły przewidzieć tak znacznego zakresu wzrostu wartości waluty obcej przyjętej jako kryterium indeksacji. Wziąć trzeba pod uwagę, że to banki w decydujący sposób wpłynęły na treść umowy kredytu indeksowanego, po pierwsze przez wybór waluty obcej jako miernika waloryzacji (nazwanej w nie do końca jasny sposób indeksacją), a po wtóre – przez takie ukształtowanie mechanizmu indeksacji, które godzi przede wszystkim w interesy konsumentów (bezpodstawne podwójne przeliczanie wartości świadczenia za pomocą różnych kursów CHF, następnie przez obciążenie wyłącznie konsumentów nieograniczonym w jakikolwiek sposób ryzykiem wzrostu wartości waluty obcej i wreszcie przez przyznanie sobie uprawnienia do jednostronnego ustalania wysokości kursu tej waluty, włącznie z możliwością stosowania spreadu walutowego).

Niezasadne jest usprawiedliwianie swojego zachowania przez banki jako zgodnego z prawem i zasadami rynkowymi, ponieważ sprowadza się to w istocie do próby przerzucenia całego ryzyka walutowego wyłącznie na konsumentów, mimo że banki, jako profesjonaliści i silniejsza strona umowy, w znacznie większym stopniu niż konsumenci mogły i powinny były zdawać sobie sprawę tak z istnienia ryzyka wzrostu wartości waluty indeksacji, jak i z możliwości nawet bardzo znacznego – zwłaszcza w perspektywie wielu lat związania stron umową kredytu – zakresu tego wzrostu.

Drugie ryzyko, wynikające ze sposobu ukształtowania indeksacji w umowie kredytu, wiąże się natomiast z tym, że – niezależnie od obciążenia kredytobiorców, i to w sposób całkowicie nieograniczony, skutkami wzrostu wartości waluty obcej stanowiącej walutę indeksacji (miernik waloryzacji) – banki przyznawały sobie uprawnienie do jednostronnego kształtowania kursu tej waluty, w tym do stosowania spreadu walutowego, wpływającego na wielkość rat kapitałowo – odsetkowych płaconych przez kredytobiorców (na ogół pobieranych przez banki samodzielnie i bezpośrednio z rachunku bankowego prowadzonego w walucie polskiej na podstawie pełnomocnictwa, którego wymagały od kredytobiorców przy zawarciu umowy kredytu) w walucie polskiej, ale wyliczonych jako równowartość wynikającej z harmonogramu spłat kwoty kapitału udostępnionego kredytobiorcom w walucie polskiej i następczo (wtórnie) przeliczonego po wypłacie na walutę indeksacji.

Dodać wypada, że z kredytem indeksowanym kursem CHF wiąże się też oczywiście ryzyko zmiany stawki referencyjnej LIBOR, wpływającej na wysokość oprocentowania takiego kredytu. Ryzyko to jest zbliżone do ryzyka występującego w typowej umowie kredytu złotowego, gdyż różnica polega przede wszystkim jedynie na innych czynnikach wpływających na zmianę stawki referencyjnej LIBOR niż w przypadku czynników wpływających na zmianę stawki referencyjnej WIBOR.

Banki bezpodstawnie próbują wykorzystywać tę okoliczność na swoją rzecz, argumentując, jakoby wzrost kursu CHF miał być niwelowany przez obniżkę stawki LIBOR, która zaczęła uzyskiwać nawet wartości ujemne. Nie jest to wystarczające do uznania, że sytuacja kredytobiorców, którzy zaciągnęli kredyty indeksowane kursem CHF, nie uległa obiektywnemu pogorszeniu. Wziąć trzeba pod uwagę, że banki opierają swoją argumentację na tezie, że rzekomo kwota kapitału w kredycie indeksowanym nie ulega zmianie wskutek wzrostu kursu CHF, przyjmując fałszywe założenie, że kwota ta od samego początku została udostępniona w walucie obcej, podczas gdy rzeczywistości została ona ustalona i udostępniona w walucie polskiej, a dopiero potem została przeliczona na walutę obcą, i to wyłącznie na potrzeby ustalenia wyjściowej wartości tego kapitału w walucie indeksacji, podlegającej ratalnej spłacie – co do zasady – także w walucie polskiej, ale w odniesieniu do wartości kapitału wyliczonego w walucie obcej. Nie można więc – z powołaniem się na zabieg indeksacji – twierdzić, że kwota kapitału została od początku udostępniona kredytobiorcy w walucie obcej, gdyż jest to sprzeczne z faktem, że niewątpliwie została ona ustalona i wypłacona w walucie polskiej.

W związku z tym rzekoma stałość kwoty kapitału jest w istocie fikcyjna, ponieważ kwota kredytu zgodnie z umową wcale nie była wyrażona w walucie obcej i nie była w niej wypłacona, lecz nastąpiło to w walucie polskiej. W konsekwencji nie można odmówić racji kredytobiorcom, którzy upatrują swojego pokrzywdzenia – wskutek przyjętego w umowach kredytu mechanizmu indeksacji – w tym, że wysokość kapitału, jaki mają zwrócić, nierzadko nawet ponad dwukrotnie przewyższa w walucie polskiej, jako walucie świadczenia, kwotę udostępnionych im faktycznie środków pieniężnych i często, mimo regularnego spłacania rat przez kilkanaście lat, jest obecnie znacznie wyższa (oczywiście w walucie polskiej jako walucie kredytu, a nie w CHF jako walucie indeksacji) od kwoty kapitału, który został im realnie udostępniony przez bank.

Przyjęty w umowie kredytu mechanizm indeksacji, wbrew stanowisku pozwanego, nie był zatem jednoznaczny i przejrzysty. W szczególności nie wynikało z niego wyraźnie, że powód, uzyskując doraźnie mocno eksponowaną przez bank korzyść w postaci niższego oprocentowania według stawek LIBOR zamiast WIBOR, w dłuższej perspektywie ponosił bardzo duże i niczym nieograniczone ryzyko wzrostu swoich obciążeń z uwagi na uzależnienie ich wysokości od kursu waluty indeksacji, a dodatkowo był jeszcze narażony na to, że bank mógł jednostronnie ustalać wartość tego kursu.

W konsekwencji nie można nadawać istotnego znaczenia formalnemu złożeniu (podpisaniu) przez niego przygotowanego przez bank oświadczenia o świadomości i akceptacji ryzyka związanego z możliwością wzrostu kursu waluty obcej, za pomocą której ustalana jest wysokość jego świadczenia i o stosowaniu do przeliczania tego świadczenia kursów wynikających z tabel banku, a także o świadomym wyborze kredytu indeksowanego przy jednoczesnej rezygnacji w kredytu złotowego. Podkreślić trzeba, że takie oświadczenia zabezpieczały jedynie bank przed ewentualnymi zarzutami ze strony konsumentów, ale – bez przedstawienia rzetelnych i wszechstronnych analiz oraz symulacji – nie mogły chronić konsumentów przed podjęciem niekorzystnych dla siebie decyzji o wyrażeniu zgody na zawarcie umowy kredytu indeksowanego zamiast typowej umowy kredytu złotowego.

Tym bardziej, że wcale nie ma pewności, że przedstawiciele banków rzeczywiście omawiali z konsumentami szczegółowo i bezstronnie treść tych oświadczeń oraz że wprost lub pośrednio nie wywoływali u nich bezpodstawnego przekonania, że takie kredyty są dla nich wyłącznie korzystne i bezpieczne, pomijając lub uznając za nieistotne i nierealne ryzyko nawet bardzo znacznego wzrostu kursu waluty obcej, za pomocą której świadczenie kredytobiorców było indeksowane (czyli w istocie waloryzowane). Z tego punktu widzenia nie może zaś budzić wątpliwości, że banki, jako profesjonaliści, mogły i powinny były zdawać sobie sprawę, że szanse na utrzymanie kursu CHF jako waluty indeksacji w okresie dwudziestu – trzydziestu lat związania stron umową kredytu indeksowanego w rzeczywistości są bardzo niewielkie i z dużym prawdopodobieństwem w przyszłości dojdzie do takiego wzrostu kursu CHF, który może okazać się bardzo niekorzystny dla konsumentów.

W konsekwencji stwierdzić można, że chociaż co do zasady, wbrew wyrażanym niekiedy odmiennym poglądom, wprowadzenie mechanizmu indeksacji do umowy kredytu można uznać za dopuszczalne jako niepozostające w sprzeczności z istotą umowy kredytu, wynikającą w art. 69 pr. bank. lub z zasadą swobody umów określoną w art. 353 1 k.c., to podstawowym problemem jest przede wszystkim sposób ukształtowania tego mechanizmu, począwszy od wyboru nieadekwatnego miernika indeksacji (waloryzacji) poprzez ustalenie zasad dokonywania przeliczeń wartości świadczeń stron przy zastosowaniu wybranego miernika waloryzacji (tj. według kursów ustalanych przez bank), a skończywszy na krzywdzącym konsumenta rozłożeniu między stronami ryzyka związanego z przyjętym mechanizmem indeksacji. Skutkowało to brakiem sprawiedliwego zrównoważenia interesów obu stron, ponieważ pozwany (podobnie jak inne banki) ukształtował ten mechanizm w opracowanym przez siebie wzorcu umownym w sposób jednoznacznie korzystny jedynie dla siebie.

W związku z tym w ocenie orzekającego składu Sądu Apelacyjnego mechanizm ten – w konkretnym kształcie przyjętym w przedmiotowej umowie kredytu indeksowanego – budzi zastrzeżenia nie ze względu na rzekomą sprzeczność indeksacji z prawem lub zasadami współżycia społecznego, co z uwagi na jej ukształtowanie w sposób naruszający prawa powoda (jako konsumenta), podlegające ochronie w za-kresie wynikającym z art. 385 1 i nast. k.c.

Zauważyć trzeba, że wbrew stanowisku pozwanego naruszenie równowagi stron nie polegało jedynie na stosowaniu przez niego w mechanizmie indeksacji własnych kursów walut, ustalanych w sposób określony w § 17 umowy. Obejmowało to bowiem również niezasadne przeliczanie własnego świadczenia, i to za pomocą korzystniejszego dla niego kursu CHF, co skutkowało zwiększeniem długu powoda, ponieważ nawet gdyby (oczywiście tylko hipotetycznie) od razu zwrócił cały kredyt, to i tak musiałby zapłacić pozwanemu większą kwotę, niż od niego otrzymał tytułem udostępnionego kredytu. Przede wszystkim zaś chodziło o obciążenie powoda ryzykiem nieograniczonego i niezależnego od spadku siły nabywczej waluty polskiej wzrostu jego zadłużenia wskutek przeliczania świadczeń stron za pomocą miernika w postaci kursu CHF, który był niezależny od zmian siły nabywczej waluty polskiej, w której kredyt został udzielony.

W związku z tym wyeliminowanie jedynie postanowień, dotyczących zasad ustalania kursów CHF, w szczególności usunięcie – zgodnie ze stanowiskiem skarżącego – z § 17 umowy samego odesłania do marży banku, wcale nie doprowadziłoby do przywrócenia równowagi między stronami. Zasadniczym problemem jest bowiem to, że powód w dalszym ciągu byłby w pełni obciążony skutkami wzrostu kursu CHF, które są kompletnie oderwane od zmiany realnej wartości udostępnionego mu kredytu.

Z tego punktu widzenia zauważyć należy, że wbrew stanowisku skarżącego nie ma znaczenia ani możliwość ewentualnej spłaty kredytu bezpośrednio w walucie indeksacji (a zatem nie w walucie świadczenia, czyli w walucie polskiej), ani możliwość tzw. przewalutowania kredytu. W obu przypadkach powoda nadal obciążałyby bowiem skutki niekorzystnego dla niego przeliczenia wartości świadczenia z waluty polskiej na walutę obcą. Jak zaś wcześniej wyjaśniono, nie ma podstaw do przyjęcia, że zastosowanie indeksacji powodowało nadanie kredytowi charakteru walutowego, a tym samym uznania, że wartość kredytu odpowiada kwocie wyliczonej w walucie obcej.

Nie można zatem przyjąć, że wykonanie przedmiotowej umowy bezpośrednio w walucie obcej lub jej tzw. przewalutowanie mogłoby uwolnić powoda od spoczywającego na nim ryzyka walutowego. Takie „przewalutowanie” przyjmowałoby bowiem za punkt wyjścia aktualną wysokość kapitału w walucie obcej, mimo że nie stanowiła ona waluty zobowiązania i nie była walutą, w której kredyt został faktycznie powodowi udostępniony. Obiektywnie rzecz ujmując, miałoby ono zdecydowanie krzywdzący charakter dla powoda, ponieważ utrwalałoby niekorzystne z jego punktu widzenia skutki związane z przeliczeniem kredytu udzielonego mu w walucie polskiej na saldo wyrażone w CHF.

Przyjęte w przedmiotowej umowie kredytu ukształtowanie mechanizmu indeksacji już od chwili zawarcia umowy kredytu indeksowanego na kilku płaszczyznach pogarszało więc sytuację powoda zarówno w bliższej, jak i dalszej perspektywie. Początkowo wiązało się to przede wszystkim z niekorzystnym dla niego przeliczeniem wartości świadczenia udostępnionego mu przez pozwanego z waluty polskiej na walutę obcą, wskutek czego wartość jego świadczenia w walucie polskiej (w której podlegało ono spełnieniu, gdyż waluta indeksacji nie stawała się automatycznie walutą świadczenia) podlegającego zwrotowi w każdym przypadku była wyższa od kwoty udostępnionego mu kapitału. Ponadto został on narażony na skutki ryzyka kursowego, wynikające z jednostronnego i nieograniczonego w jakikolwiek formalny sposób ustalania przez bank kursów CHF, wpływających na ustalenie wysokości zwaloryzowanego świadczenia spełnianego przez niego w walucie polskiej. Nakładało się na to ryzyko walutowe, związane z możliwością nieograniczonego wzrostu wartości CHF, które przy tym obciążało wyłącznie niego.

W nawiązaniu do argumentacji pozwanego dodać można, że nawet jeśli w ujęciu ogólnym on też musiał dbać o posiadanie odpowiednich zabezpieczeń przed ryzykiem związanym z udzieleniem kredytu indeksowanego, który był wprawdzie powiązany z walutą obcą przez zastosowanie oprocentowania według stawki LIBOR, ale rzeczywiście nie był udzielony w walucie obcej, to takie zagadnienia nie były w ogóle uregulowane w umowie stron i wykraczały poza ramy indywidualnego stosunku prawnego. W konsekwencji z ewentualnego faktu, że pozwany z uwagi na wiążące go regulacje prawne, dotyczące jego funkcjonowania jako banku w ramach konkretnego systemu finansowego, musiał zabezpieczać swoje ryzyko, nie można wyprowadzać wniosku, że jego ryzyko było porównywalne z ryzykiem ponoszonym przez powoda bezpośrednio w ramach przedmiotowej umowy.

Nie ma przy tym podstaw do uznania, że w ramach stosunku prawnego między stronami pozwany w ogóle nie odpowiada za skutki wzrostu kursu waluty indeksacji (CHF) z uwagi na to, że było to od niego niezależne. Wziąć trzeba pod uwagę, że skutki te były następstwem nie tylko wzrostu tego kursu, ale przede wszystkim ukształtowania mechanizmu indeksacji w sposób skrajnie niekorzystny dla konsumenta. W związku z tym wzrost kursu CHF jedynie ujawnił wady tego mechanizmu, które immanentnie tkwiły w nim od samego początku wyłącznie z tej przyczyny, że tak został on ukształtowany przez pozwanego we wzorcu umownym, na podstawie którego została zawarta przedmiotowa umowa, że skutki wzrostu tego kursu uderzały jedynie w powoda. Pozwany nie może więc uchylić się od konsekwencji takiego ukształtowania w/w mechanizmu, kwestionując jego abuzywny charakter.

W tym stanie rzeczy stwierdzić należy, że wbrew pozwanemu niedozwolony charakter mają nie tylko postanowienia umowne, regulujące ryzyko kursowe, czyli odsyłające do stosowania kursów CHF ustalanych przez bank w swoich tabelach kursowych (zwłaszcza co do stosowania marzy, o której mowa w § 17 umowy), lecz także regulujące w konkretnym kształcie mechanizm indeksacji jako takiej.

Wobec tego nie ma istotnego znaczenia argumentacja pozwanego przedstawiona w zarzutach naruszenia prawa materialnego, dotyczących tego, że Sąd pierwszej instancji błędnie nie uwzględnił odrębności klauzul indeksacyjnych od klauzul kursowych. Można wprawdzie zgodzić się z pozwanym, że czym innym jest sam mechanizm indeksacji, czyli przyjęcie zasady przeliczania wartości świadczeń za pomocą kursu wybranej waluty obcej, a czym innym sposób dokonywania tego przeliczania, tj. ustalania wysokości kursów waluty obcej stosowanych do tego przeliczania, ale kwestia ta nie wpływa na ocenę, że pozwany cały mechanizm indeksacji, a nie tylko same zasady ustalania kursów waluty obcej, ukształtował w sposób abuzywny, a mianowicie sprzecznie z dobrymi obyczajami, powodując rażące naruszenie interesów powoda nie tylko na płaszczyźnie ustalania tych kursów, ale przede wszystkich w zakresie powiązania wartości świadczeń stron z kursami CHF.

Jak już wcześniej wskazano, przede wszystkim świadczenie banku w ogóle nie powinno podlegać indeksacji, czyli przeliczaniu za pomocą kursu CHF (i to niekorzystnego dla powoda), skoro zostało spełnione bezpośrednio po powstaniu zobowiązania. Wobec tego jego przeliczenie za pomocą kursu CHF mogło mieć na celu co najwyżej ustalenie początkowej wysokości kwoty kredytu (salda w walucie obcej), którą powód będzie zobowiązany zwrócić przy uwzględnieniu mechanizmu indeksacji. Przeliczenie to powinno więc nastąpić generalnie według tego samego kursu (miernika) co przeliczenie świadczenia powoda (niezależnie od tego, czy byłby to kurs kupna, czy kurs kupna albo kurs średni NBP albo jakikolwiek inny miernik waloryzacji).

Wziąć trzeba ponadto pod uwagę, że mechanizm indeksacji określał główne świadczenia stron. Nie można bowiem odrywać sposobu ustalenia wysokości świadczenia od samego świadczenia, gdyż zwłaszcza w przypadku świadczenia pieniężnego, występującego w umowie kredytu, nie jest możliwe jego spełnienie bez jednoczesnej znajomości jego wysokości. W związku z tym nie można zaakceptować stanowiska, że przyjęty w umowie mechanizm indeksacji nie wpływa na ustalenie wysokości świadczeń stron, lecz jedynie na sposób ich wykonania. Bez dokonania indeksacji nie byłoby przecież w ogóle możliwe ustalenie początkowej wysokości kwoty kapitału w walucie obcej, która stanowiła następnie punkt wyjścia do ustalenia w harmonogramie spłat wysokości rat kredytu wprawdzie w walucie obcej, ale spełnianych w walucie polskiej.

Zauważyć przy tym należy, że taka kwota w ogóle nie jest wskazywana bezpośrednio w umowie kredytu indeksowanego, w której świadczenie banku jest wyrażone wyłącznie w walucie polskiej, a dopiero po jego spełnieniu na rzecz kredytobiorcy jest przeliczane na walutę obcą właśnie na podstawie postanowień umownych regulujących indeksację. Nie można więc uznać, że postanowienia te nie kształtują treści głównych świadczeń stron, lecz mają wobec nich jedynie wtórne lub pomocnicze znaczenie.

W świetle wcześniejszych uwag nie można ponadto uznać, że postanowienia umowne, dotyczące indeksacji, zostały sformułowane jednoznacznie oraz w sposób zrozumiały dla przeciętnego i rozsądnego konsumenta. Przede wszystkim zauważyć trzeba, że nie wynika z nich jednoznacznie, na czym polega ten mechanizm. Jest to zresztą źródłem wielu istniejących do chwili obecnej sporów i wątpliwości m. in. co do tego, czy indeksacja jest rodzajem waloryzacji lub też czy ma zupełnie inny charakter, czy kredyty indeksowane mają charakter złotowy lub walutowy oraz czy zasadne jest stosowanie różnych kursów do przeliczania wartości świadczeń banku i kredytobiorców.

W tej sytuacji trudno oczekiwać i wymagać, aby nie tylko przeciętny i rozsądny konsument, ale nawet konsument dobrze zorientowany i wykształcony (na co często powołują się banki, wskazując na duże doświadczenie życiowe lub zawodowe albo na poziom wykształcenia kredytobiorców) był w stanie, zwłaszcza w realiach istniejących w chwili zawierania umów kredytu indeksowanego, co na ogół miało miejsce kilkanaście lat temu w zupełnie innej sytuacji ekonomicznej, rzeczywiście prawidłowo rozumiał te postanowienia umowne.

Już sam wniosek kredytowy, nota bene sporządzony także według opracowanego przez pozwanego wzorca (formularza) wcale nie był jednoznaczny i oczywisty (zob. k. 186 – 189). Wnioskodawca mógł bowiem określić wnioskowaną kwotę kredytu wyłącznie w walucie polskiej (PLN) oraz miał posłużyć się sformułowaniem „wnioskuję o kredyt udzielony w PLN”, ale jednocześnie była w nim mowa o tym, że jest to kredyt indeksowany kursem jednej z podlegających wyborowi walut (EURO, USD, CHF). Co więcej, istniała też możliwość zaznaczenia opcji „Nie dotyczy (w przypadku braku indeksacji)”. Mogło to więc wywoływać u wnioskodawcy mylne i bezpodstawne przekonanie, że wybór jednej z tych opcji nie ma zbyt istotnego znaczenia, podczas gdy de facto miał on – co w pełni okazało się jednak dopiero po bardzo znacznym wzroście kursu CHF – charakter wręcz rudymentarny. Można też z tego wzorca wyprowadzić wniosek, że brak indeksacji był alternatywą dla indeksacji za pomocą jednej z możliwych do wyboru walut obcych, co potwierdza, że indeksacja nie nadawała kredytowi charakteru walutowego, lecz stanowiła jedynie modyfikację kredytu złotowego (tzn. że wnioskodawca, wnioskując o konkretną kwotę kredytu w walucie polskiej, miał wybór między kredytem indeksowanym lub nieindeksowanym, ale w każdym przypadku był to kredyt złotowy).

Także z umowy stron nie wynika, na czym polega mechanizm indeksacji, a zwłaszcza jaka jest relacja między kwotę kredytu wyrażoną w walucie polskiej a kwotą ustaloną w wyniku indeksacji, co otworzyło drogę do dyskusji, czy kwota udostępnionych środków pieniężnych została w ogóle precyzyjnie określona w umo-wie, gdyż odpowiedź na to pytanie jest uzależniona od oceny, czy kredyt został udzielony w walucie polskiej, czy w walucie obcej.

Przy ocenie, czy te postanowienia zostały sformułowane w sposób jednoznaczny i zrozumiały, nie można zatem ograniczać się jedynie do ich formalnej redakcji pod względem językowym, ale uwzględnić należy przede wszystkim możliwość zrozumienia ich prawnego i ekonomicznego znaczenia dla ukształtowania treści praw i obowiązków stron. W takim ujęciu – o czym przekonują dobitnie przede wszystkim powstałe na tle tych postanowień wątpliwości i spory rozstrzygane w licz-nych sprawach sądowych – nie można uznać, że postanowienia o indeksacji świadczeń z tytułu kredytu za pomocą kursu walut obcych były sformułowane w taki sposób, że były w pełni jednoznaczne i zrozumiałe dla przeciętnego i rozsądnie rozumującego konsumenta.

Ma to kardynalne znaczenie dla oceny zarzutów apelacyjnych, dotyczących braku dowolności banku w ustalaniu wysokości kursów CHF stosowanych do przeliczania wartości świadczeń stron oraz rynkowego charakteru tych kursów, a także możliwości utrzymania przedmiotowej umowy po ewentualnym uznaniu za abuzywne wyłącznie jej postanowień, regulujących zasady ustalania tych kursów w drodze zastosowania do przeliczania wartości świadczeń stron – w miejsce kursów ustalanych przez bank w swojej tabeli – średniego kursu CHF ogłaszanego przez Narodowy Bank Polski (z powołaniem się w tym zakresie na liczne i różne podstawy prawne, a to art. 56 k.c., art. 354 k.c., art. 358 § 2 k.c. i art. 111 ust. 1 pkt 4 pr. bank.).

W tym kontekście można dostrzec, że aktualnie bankom, w tym pozwanemu, zależy przede wszystkim na utrzymaniu w umowach kredytu indeksowanego samego mechanizmu indeksacji kursem CHF, ale jednocześnie są skłonne, chociaż wprost tego oczywiście nie przyznają, zgodzić się na wyeliminowanie z takich umów postanowień dotyczących ustalania tego kursu jako abuzywnych. Zmierzają więc do zachowania obciążającego kredytobiorców ryzyka walutowego, wynikającego z przeliczania wartości świadczeń stron za pomocą kursu CHF, dopuszczając natomiast możliwość stosowania do tego przeliczania kursów średnich tej waluty, zwłaszcza kursów ogłaszanych przez NBP (czyli usunięcie tylko ryzyka spreadowego).

Biorąc jednak pod uwagę, że niedozwolony charakter mają również, i to w głównej mierze, postanowienia umowne, kształtujące mechanizm indeksacji w sposób niekorzystny dla konsumentów, stwierdzić trzeba, że taka argumentacja banków staje się bezprzedmiotowa. Samo wyeliminowanie klauzul kursowych nie doprowadzi do przywrócenia zachwianej równowagi stron i nie zapewni należytej ochrony konsumenta przed wprowadzonymi do umowy kredytu niedozwolonymi postanowieniami umownymi, dotyczącymi mechanizmu indeksacji jako takiej.

W konsekwencji z uwagi na konieczność wyeliminowania z tzw. umów frankowych całego mechanizmu indeksacji nieaktualne staje się rozważanie, czy ewentualnie możliwe byłoby jej przeprowadzenie za pomocą średniego kursu CHF ogłaszanego przez NBP. Nie chodzi zatem w ogóle o kwestię dopuszczalności zastąpienia – na jakiejkolwiek podstawie – abuzywnych postanowień kursowych takimi regulacjami, które pozwalałyby przejść do stosowania w mechanizmie indeksacji tzw. kursów średnich lub rynkowych albo kursu średniego NBP. Mogłoby to mieć sens jedynie wówczas, gdyby w umowie kredytu mogły nadal utrzymać się postanowienia, regulujące indeksację, z pominięciem jedynie postanowień, odsyłających do kursów ustalanych przez banki w swoich tabelach kursowych. Ponieważ jednak nie ma podstaw do pozostawienia w umowach kredytu samego mechanizmu indeksacji, to rozważania na temat rodzaju kursu CHF, który mógłby być stosowany w tym mechanizmu, nie mają już istotnego znaczenia.

Powoduje to jednocześnie, że zbędne było dopuszczenie dowodu z opinii biegłego na okoliczności wskazane w odpowiedzi na pozew, w szczególności, czy pozwany mógł ustalać kursy CHF w sposób dowolny i nieograniczony, ponieważ mogłoby to mieć znaczenie jedynie wtedy, gdyby sam mechanizm indeksacji nie miał charakteru abuzywnego, a zakwestionowaniu podlegałoby wyłącznie stosowanie w nim kursów tej waluty, ustalanych jednostronnie przez bank. Pozostałe okoliczności, których miała dotyczyć opinia biegłego (czy postanowienia umowne, dotyczące indeksacji, były jednoznaczne oraz czy rażąco naruszały interes powoda i dobre obyczaje), nie odnosiły się natomiast do kwestii faktycznych, lecz do ocen prawnych, których Sąd pierwszej instancji mógł i powinien dokonać samodzielnie, a nie posiłkując się opinią biegłego. Nie zasługiwały więc na uwzględnienie zarzuty naruszenia art. 217 § 2 i 3 k.p.c. w zw. z art. 227 k.p.c., art. 258 k.p.c., art. 278 k.p.c., art. 245 k.p.c. i art. 299 k.p.c. oraz art. 233 § 1 k.p.c.

Taka ocena determinuje dalsze rozważania na temat możliwości utrzymania ważności umowy kredytu indeksowanego po wyeliminowaniu z niej postanowień o charakterze niedozwolonym.

Z jednej strony wziąć trzeba pod uwagę, że z art. 385 1 § 1 i 2 k.c. wynika, że niedozwolone postanowienia umowne nie wiążą konsumenta, ale strony są związane umową w pozostałym zakresie. Przez brak związania postanowieniami niedozwolonymi rozumie się, że postanowienia te należy pomijać przy wykładni i stosowaniu umowy tak, jakby w ogóle ich w umowie nie było (jakby nie zostały zastrzeżone). Obrazowo określa się to niekiedy jako ich wykreślenie z tekstu umowy. Jednocześnie według dominującego obecnie stanowiska wyklucza się wprowadzanie na ich miejsce (ich zastępowanie) jakichkolwiek innych postanowień, wynikających zwła-szcza z zasad współżycia społecznego lub ustalonych zwyczajów, o których mowa w art. 56 k.c. lub w art. 65 k.c.

Kwestionowana jest także możliwość zastąpienia nich regulacjami wynikającymi z przepisów dyspozytywnych, co – zdaniem orzekającego składu Sądu Apelacyjnego – zasługuje na akceptację ze względu na to, że przepisy dyspozytywne mogą uzupełniać treść stosunku prawnego tylko w takim zakresie, w jakim strony nie uregulowały go w umowie, podczas gdy z tym przypadku chodzi o kwestie, które zostały wprawdzie uregulowane przez strony w umowie, ale w sposób abuzywny. Trafny jest więc argument, nawiązujący do sankcyjnego charakteru przepisów o niedozwolonych postanowieniach umownych, że możliwość ich zastąpienia przez treść wynikającą z przepisów dyspozytywnych mogłaby podważać odstraszające działanie art. 385 1 k.c., skoro stwierdzenie abuzywności postanowienia umownego generalnie skutkowałoby jedynie nadaniem umowie takiej treści, którą od początku powinna ona mieć zgodnie z obowiązującymi przepisami prawnymi (w tym o charakterze dyspozytywnym).

Z drugiej strony wziąć trzeba pod uwagę, że wyeliminowanie z umowy kredytu całego mechanizmu indeksacji, a nie tylko postanowień, dotyczących tabel kursowych, powoduje, że w ogóle nie byłoby możliwe przeliczania świadczeń stron z waluty polskiej na walutę obcą i odwrotnie, w związku z czym kredyt ten stałby się typowym kredytem złotowym (tj. złotowym, ale bez indeksacji), który byłby jednak nadal oprocentowany według stawek LIBOR. Byłby to więc zupełnie inny rodzaj stosunku prawnego od tego, który istniałby między stronami, gdyby pozwany nie wprowadził do niego niedozwolonych postanowień umownych.

W tym zakresie Sąd Apelacyjny podziela poglądy kwestionujące możliwość utrzymania w mocy kredytu złotowego oprocentowanego stawką LIBOR zamiast WIBOR. Wprawdzie, teoretycznie rzecz ujmując, wysokość stopy procentowej nie ma decydującego znaczenia dla bytu umowy kredytu (bank może bowiem stosować także taką stopę procentową, która będzie dla niego nieopłacalna, a znane są przecież także tzw. kredyty zero procent, zwłaszcza na zakupy ratalne), ale zgodzić się można z argumentacją, że ani od strony ekonomicznej, ani od strony prawnej nigdy nie doszłoby do zawarcia takiej umowy, w której kwota kredytu hipotecznego na cele mie-szkaniowe zostałaby określona w walucie polskiej, ale byłaby oprocentowana w sposób właściwy dla kredytów w walucie obcej. Podkreślić zresztą można, że w gruncie rzeczy nawet strony niniejszego procesu nie powoływały się na taką możliwość. Zwłaszcza pozwany nie dopuszczał w tej sprawie możliwości utrzymania przedmiotowej umowy w mocy jako kredytu złotowego oprocentowanego według stawek LIBOR.

W takim stanie rzeczy uznać należy, że wskutek wyeliminowania z umowy kredytu całego mechanizmu indeksacji zmienia się ona tak istotnie, że nie posiada już wszystkich elementów przedmiotowo istotnych pozwalających na ustalenie treści praw i obowiązków stron. Nie jest więc możliwe jej wykonanie zgodnie z wolą i zamiarem stron z chwili jej zawarcia. Uzasadnia to uznanie, że umowa staje się nieważna w całości nie tyle ze względu na stwierdzenie abuzywności niektórych z jej postanowień, ponieważ zgodnie z art. 385 1 § 2 k.c. co do zasady powinna zachować moc wiążącą (a zatem ważność) w pozostałym zakresie, co ze względu na to, że bez tych postanowień traci ona elementy przedmiotowo istotne dla umowy kredytu. Daje to podstawy do uznania, że dopiero w następstwie uznania niedozwolonego charakteru postanowień umownych otwiera się droga do stwierdzenia nieważności całej umowy na podstawie art. 58 § 1 k.c. jako sprzecznej z ustawą oraz na podstawie art. 353 1 k.c. jako sprzecznej z właściwością (naturą) zobowiązania z umowy kredytu.

Inaczej rzecz ujmując, umowa kredytu nie staje się nieważna w całości wprost ze względu na abuzywność niektórych jej postanowień, lecz z uwagi na to, że bez tych postanowień jej treść staje się sprzeczna z prawem i nie mieści się w granicach swobody umów. Stwierdzenie abuzywności nie powoduje więc samoistnie nieważności całej umowy, ale stanowi okoliczność (przesłankę) wpływającą na ustalenie jej nieważności. Takie stanowisko pozwala ponadto wyjaśnić, dlaczego jako podstawę nieważności umów kredytu indeksowanego sądy powołują zazwyczaj jednocześnie art. 58 § 1 k.c. i art. 353 1 k.c. w zw. z art. 385 1 k.c., ponieważ dopiero rozważenie abuzywności postanowień o indeksacji w kontekście ich wpływu na treść umowy odpowiada na pytanie, dlaczego należy uznać ją za nieważną w całości.

Odmiennej oceny nie mogą uzasadniać argumenty odwołujące się do skutków wejścia w życie ustawy antyspreadowej (tj. ustawy z dnia 29 lipca 2011 r. o zmianie ustawy – Prawo bankowe oraz niektórych innych ustaw, Dz. U. Nr 165 z 2011 r., poz. 984), objęte zarzutem naruszenia art. 4 w zw. z art. 1 ust. 1 lit a) i b) tej ustawy oraz art. 316 § 1 k.p.c.

Przede wszystkim nie można przyjąć, że ustawa ta miała na celu potwierdzenie ważności umów kredytu indeksowanego lub denominowanego tak zawartych przed jej wejściem w życie, jak i w późniejszym okresie. Z jej przepisów nie wynika bowiem, aby ustawodawca zajął w tej kwestii jakiekolwiek stanowisko. W gruncie rzeczy przyjął on jedynie zawieranie takich umów za istniejący obiektywnie fakt, w związku z czym ograniczył się tylko do uregulowania niektórych zagadnień, które w tamtym okresie wywoływały kontrowersje prawne i niezadowolenie kredytobiorców. Wziąć zwłaszcza trzeba pod uwagę, że wówczas, mimo światowego kryzysu ekonomiczno – finansowego, który rozpoczął się w 2008 r., nie ujawniły się jeszcze w pełni wszystkie negatywne dla konsumentów konsekwencji sposobu ukształtowania mechanizmu indeksacji (denominacji), czyli w zasadzie waloryzacji, wprowadzonego przez banki do powyższych umów. W szczególności początkowo nie zdawano sobie sprawy nie tylko z wadliwości przyznania bankom uprawnienia do jednostronnego i dowolnego ustalania kursów walut stosowanych do przeliczania wartości świadczeń stron (czyli z obciążenia konsumentów ryzykiem kursowym), lecz także ze skutków obciążenia jedynie konsumentów nieograniczonymi następstwami wzrostu kursu waluty indeksacji (denominacji), czyli ryzykiem walutowym.

W tamtej sytuacji mogło więc wydawać, że wystarczające będzie pozbawienie banków możliwości samodzielnego i jednostronnego ustalania kursów waluty obcej stosowanej do indeksacji (denominacji) kredytów. Podkreślić przy tym należy, że skutek taki nie następował ex lege , ponieważ ustawodawca nie określił w ustawie antyspreadowej zasad ustalania kursów waluty obcej, lecz cel tej ustawy chciał osiągnąć przez nowelizację art. 69 pr. bank., polegającą na wprowadzeniu obowiązku określania w treści umów kredytu indeksowanego (denominowanego) zasad ustalania tych kursów przez banki w oparciu o precyzyjne i obiektywne przesłanki/kry-teria. Dotyczyło to umów, które miały być zawarte po wejściu ustawy antyspreadowej w życie, czyli z dniem 26 sierpnia 2011 r. Natomiast w odniesieniu do umów kredytu indeksowanego (denominowanego), zawartych przed tą datą, zgodnie z art. 4 ustawy antyspreadowej nałożono na banki obowiązek bezpłatnej zmiany umów kredytu, ale tylko w części niespłaconej, w celu ich dostosowania do znowelizowanej treści art. 69 ust. 2 pkt 4a i art. 75b pr. bank. Oznacza to, że wymagało to zawarcia aneksu, zmieniającego umowę lub co najmniej zmiany regulaminu, jeśli było to wystarczające do dostosowania treści umowy do brzmienia znowelizowanych przepisów Prawa bankowego.

Przepisy ustawy antyspreadowej nie dają więc podstaw do uznania, że ustawodawca automatycznie uznał za zgodne z prawem (jak to niekiedy określa się w sporach frankowych „konwalidował”) zawarte wcześniej umowy kredytu indeksowanego (denominowanego), w szczególności, że wyłączył możliwość badania zgodności ich treści z przepisami o niedozwolonych postanowieniach umownych. Wniosek taki nie wynika z jakiegokolwiek przepisu tej ustawy. W konsekwencji także po jej wejściu w życie nie jest wyłączone badanie zawartych wcześniej umów kredytu indeksowanego (denominowanego) pod kątem ich zgodności z prawem lub abuzywności.

Zauważyć przy tym można, że sama formalna zgodność umowy z ustawą (czyli dopuszczalność zawarcia umowy kredytu indeksowanego lub denominowanego) nie przesądza o niedopuszczalności jej badania pod kątem abuzywności. Wprost przeciwnie, dopiero otwiera to możliwość oceny, czy w konkretnym przypadku treść dopuszczalnej przez prawo umowa nie została ukształtowana w sposób abuzywny. Przeciwne stanowisko prowadziłoby do absurdalnego wręcz poglądu, że jeśli dana umowa jest przewidziana w prawie cywilnym, to w ogóle nie podlega już powyższej ocenie. Tymczasem przepisy o niedozwolonych postanowieniach umownych mają na celu ocenę, czy treść takiej umowy nie narusza praw konsumentów w sposób podlegający ochronie na podstawie art. 385 1 k.c. (na poziomie krajowym) i dyrektywy 93/13 (na poziomie unijnym). W związku z tym nie ma znaczenia, że umowy kredytu indeksowanego lub denominowanego zostały wyraźnie wymienione w przepisach ustawy antyspreadowej, ponieważ nie oznacza, to że niejako ex definitione nie mogą one zawierać niedozwolonych postanowień umownych.

Wobec uznania całej umowy za nieważną chybione okazały się także zarzuty naruszenia art. 405 k.c. w zw. z art. 410 § 1 i 2 k.c. Przede wszystkim zauważyć trzeba, że stwierdzenie nieważności umowy kredytu indeksowanego skutkowało odpadnięciem podstawy prawnej, w oparciu o którą powód spełniała swoje świadczenia (w postaci rat kapitałowo–odsetkowych i ewentualnie innych opłat, takich jak prowizja, składki ubezpieczeniowe, opłaty przewidziane w tabeli opłat i prowizji za inne czynności banku) na rzecz banku. Nie można więc twierdzić, że te świadczenia nie były nienależne, ponieważ zostały spełnione na podstawie ważnej umowy. Zauważyć oczywiście wypada, że w chwili, kiedy były one spełniane, kwestia nieważności tej umowy w ogóle nie była jeszcze brana pod uwagę, ponieważ skutek taki nastąpił dopiero w wyniku uznania postanowień umownych o indeksacji (tak w zakresie ryzyka walutowego, jak i ryzyka kursowego) za abuzywne, w następstwie czego niemożliwe stało się utrzymanie umowy w mocy w pozostałym zakresie.

Ustalenie nieważności umowy dopiero po kilkunastu latach od jej zawarcia nie wpływa jednak na to, że stała się ona nieważna od samego początku (ab initio ). Z uwagi na przyczyny jej nieważności nie jest możliwe przyjęcie, że była ona ważna dopóty, dopóki kredytobiorca nie powołał się na abuzywność jej postanowień, co rezultacie doprowadziło do stwierdzenia jej nieważności. Z tego punktu widzenia w doktrynie i orzecznictwie wskazuje się aktualnie, że chwila stwierdzenia nieważności umowy kredytu indeksowanego (denominowanego), ewentualnie powołania się na jej nieważność przez konsumentów, może mieć znaczenie przede wszystkim dla oceny, kiedy najwcześniej mogło dojść do wymagalności roszczeń stron o zwrot spełnionych na podstawie tej umowy świadczeń jako nienależnych, a w ślad za tym także dla rozpoczęcia biegu przedawnienia roszczeń o ich zwrot. Nie daje to jednak możliwości uznania, że spełnione wcześniej (tj. przez ustaleniem nieważności umowy ewentualnie podniesieniem zarzutu jej nieważności) świadczenia nie miały charakteru nienależnego.

Nietrafne jest też kwestionowanie zasadności roszczenia powoda o zwrot spełnionych na rzecz banku świadczeń z tytułu umowy kredytu indeksowanego z po-wołaniem się na brak zubożenia po jego stronie lub na sprzeczność jego żądania z zasadami współżycia społecznego.

Odnośnie do pierwszej z tych kwestii wziąć trzeba pod uwagę, że roszczenie o zwrot nienależnego świadczenia stanowi szczególny rodzaj roszczenia o zwrot bez-podstawnego wzbogacenia. Nie jest ono uzależnione od istnienia zubożenia po stronie żądającego zwrotu świadczenia, lecz jedynie od tego, czy w świetle art. 410 § 2 k.c. może ono zostać za nienależne. Ma to uzasadnienie w tym, że roszczeniu jednej strony o zwrot spełnionego świadczenia odpowiada analogiczne roszczenie drugiej strony o zwrot jej świadczenia. W związku z tym przeważa pogląd, że nie jest możliwe dokonanie zbilansowania tych świadczeń, lecz roszczenie każdej strony o zwrot nienależnego świadczenia ma charakter odrębny i samodzielny. Nie można więc uznać, że możliwość dochodzenia zwrotu nienależnego świadczenia zależy od tego, czy osoba występująca z takim żądaniem sama jest zobowiązana do zwrotu drugiej stronie otrzymanego od niej świadczenia jako nienależnego. Tym samym odrzuca się teorię salda, do której nawiązuje stanowisko pozwanego i przyjmuje się teorię dwóch kondykcji.

Oznacza to, że nie jest możliwe dokonanie przez sąd z urzędu wzajemnego rozliczenia nienależnych świadczeń obu stron i przyznania tylko jednej z nich ewentualnej nadwyżki (różnicy) tych świadczeń. Wymagałoby to istnienia wyraźnego przepisu, ponieważ taka kompensata następowałaby ex lege , a zatem byłaby odstępstwem od wynikającej z art. 498 § 1 k.c. zasady, że potrącenie (inaczej kompensata) następuje na mocy jednostronnego oświadczenia woli któregokolwiek wierzyciela. Wbrew pozwanemu, ani z wykładni w/w przepisów, ani z poglądów doktryny i orze-cznictwa nie wynika, aby w takim przypadku powinna mieć zastosowanie tzw. teoria salda zamiast teorii dwóch kondykcji. Wprost przeciwnie, w aktualnym orzecznictwie Sądu Najwyższego przeważa pogląd o braku podstaw do wzajemnego rozliczania stron z tytułu nieważnej umowy.

Jeśli zaś chodzi o drugą kwestię, uwzględnić należy okoliczności, z jakich doszło do ustalenia nieważności umowy kredytu indeksowanego. Chodzi mianowicie o to, że było to skutkiem stwierdzenia abuzywności postanowień umownych, dotyczących zarówno wprowadzenia mechanizmu indeksacji, jak i sposobu jej przeprowadzenia. Wiązało się to z negatywną oceną zachowania pozwanego jako sprzecznego z dobrymi obyczajami (uczciwością, lojalnością, rzetelnością, sprawiedliwością), co skutkowało rażącym naruszeniem interesów konsumenta przez zachwianie równorzędności stron wskutek przyznania bankowi uprawnień umożliwiających mu jednostronne kształtowanie wysokości świadczenia konsumenta oraz wskutek obciążenia jedynie konsumenta całym i nieograniczonym w jakikolwiek sposób ryzykiem walutowym.

Taka ocena jest zbieżna z oceną uwzględniającą zasady współżycia społecznego, które podobnie jak dobre obyczaje, o których mowa w art. 385 1 § 1 k.c., mają charakter klauzul generalnych. Nie można więc jednocześnie nagannie oceniać zachowania banku pod kątem dobrych obyczajów oraz nie uznawać jego zachowania za sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Oznacza to, że przeciwko możliwości uznania żądania powoda za sprzeczne z zasadami współżycia społecznego przemawia zasada tzw. czystych rąk, zgodnie z którą na naruszenie tych zasad nie może powoływać się ten, kto sam je narusza.

W ślad za tym nie można byłoby również uznać, że możliwość żądania zwrotu przez powoda spełnionego na rzecz pozwanego świadczenia jest wyłączona na podstawie art. 411 pkt 2 k.c. z uwagi na to, że jego świadczenie odpowiadało zasadom współżycia społecznego. Niezasadne byłoby bowiem uznanie, że konsument nie może domagać się zwrotu nienależnego świadczenia w wyniku uznania umowy za nieważną z powodu zamieszczenia w niej przez przedsiębiorcę niedozwolonych postanowień umownych, skoro ustalenie nieważności umowy z tej przyczyny było konsekwencją m. in. nagannej oceny zachowania przedsiębiorcy jako sprzecznego z dobrymi obyczajami. Odmienny pogląd prowadziłby w istocie do uniknięcia przez przedsiębiorcę skutków uznania abuzywności zaproponowanych przez niego konsumentowi postanowień umownych.

Nie zasługiwały na uwzględnienie również zarzuty naruszenia art. 411 pkt 1 i 4 k.c.

Co do tego pierwszego przepisu wziąć trzeba pod uwagę, że pozwany niezasadnie eksponuje okoliczność, że powód dokonywał spłaty rat kapitałowo – odsetkowych bez zastrzeżenia zwrotu. Abstrahując od kwestii, że w chwili ich dokonywania ważność umowy nie była jeszcze negowana, w szczególności z powołaniem się na abuzywność postanowień umownych, dotyczących indeksacji, wobec czego trudno logicznie oczekiwać od powoda, aby spełniając świadczenia na podstawie umowy, która w przekonaniu obu stron, istniejącym w chwili ich spełniania, była ważna, jednocześnie zastrzegał zwrot płaconych rat, wskazać należy, że z końcowej części art. 411 pkt 1 k.c. wprost wynika, że możliwość wyłączenia zwrotu nienależnego świadczenia nie dotyczy sytuacji, w której zostało ono spełnione w wykonaniu nieważnej czynności prawnej. Oznacza to, że w przypadku stwierdzenia nieważności umowy, choćby po wielu latach od jej zawarcia, ex definitione wyłączone jest kwestionowanie obowiązku zwrotu świadczenia z powołaniem się na to, że spełniający to świadczenie nie był do niego zobowiązany.

Jeśli zaś chodzi o zarzut sprzeczności żądania powoda z art. 411 pkt 4 k.c., zauważyć trzeba, że stanowisko pozwanego przede wszystkim jest niekonsekwentne. Zaprzecza on bowiem przez cały czas nieważności umowy, w związku z czym neguje istnienie obowiązku wzajemnego zwrotu nienależnych świadczeń. W tej sytuacji nieprzekonujące jest stanowisko, że możliwe jest uznanie świadczeń spełnianych przez powoda w wykonaniu nieważnej umowy, jako spełnionych jednocześnie na zupełnie innej podstawie, a mianowicie w celu zwolnienia się przez niego z obowiązku zwrotu niewymagalnego jeszcze roszczenia pozwanego o zwrot świadczenia spełnionego na jego rzecz na podstawie umowy kredytu indeksowanego, którego on sam jeszcze wtedy w ogóle nie domagał się od niego, a co więcej kwestionował, aby istniał obowiązek wzajemnego zwrotu nienależnych świadczeń.

Taka sytuacja nie jest objęta treścią art. 411 pkt 4 k.c., w którym chodzi o niewymagalność tego żądania, które jest objęte żądaniem zwrotu. Przepis ten ma na celu wyłączenie żądania zwrotu świadczenia, które zostało spełnione przed terminem jego wymagalności. Nie może więc uzasadniać odmowy zwrotu nienależnego świadczenia z powołaniem się na to, że drugiej stronie również może przysługiwać analogiczne roszczenie, które jest jeszcze niewymagalne. Przeciwko jego zastosowaniu przemawia zatem okoliczność, że powód spełniał swoje świadczenia zgodnie z harmonogramem spłat, czyli jako wymagalne raty kapitałowo – odsetkowe, niezasadnie przyjmując, że są one należne, podczas gdy dopiero potem okazało się, że istnieją podstawy do zakwestionowania ważności umowy, zgodnie z którą spełnił te świadczenia.

Mając to wszystko na uwadze, Sąd Apelacyjny doszedł do przekonania, że pozwany nie zdołał podważyć prawidłowości zaskarżonego wyroku. Zważyć bowiem trzeba, że kredyt indeksowany kursem CHF jest w istocie kredytem złotowym a nie walutowym, znamiennym jedynie tym, że został do niego wprowadzony mechanizm indeksacji świadczeń stron kursem tej waluty obcej, będącej w gruncie rzeczy waloryzacją w rozumieniu art. 358 1 § 2 k.c., ale mechanizm ten został tak ukształtowany przez bank, który samodzielnie i bez indywidualnego uzgodnienia z powodem zredagował w tym zakresie treść przedmiotowej umowy, że podlegał wyeliminowaniu z niej w całości z uwagi na abuzywność postanowień umownych, które obciążały wyłącznie powoda zarówno ryzykiem walutowym, jak i ryzykiem kursowym, w następstwie czego – po wyeliminowaniu tych postanowień oraz jednocześnie niemożliwości ich uzupełnienia lub zmodyfikowania – konieczne było stwierdzenie nieważności całej umowy, gdyż niemożliwe było jej dalsze wykonanie, ani jako kredytu złotowego indeksowanego kursem średnim NBP, na czym najbardziej zależało pozwanemu, ani jako kredytu złotowego oprocentowanego stawką LIBOR. Nieważność umowy w dalszej kolejności skutkowała zaś obowiązkiem zwrócenia powodowi przez pozwany bank wszystkich kwot, które otrzymał na podstawie tej umowy, ponieważ okazały się one świadczeniem nienależnym.

Bezpodstawny był także zarzut naruszenia art. 189 k.p.c. Nie można zgodzić się z pozwanym, że wystarczające byłoby ustalenie jedynie bezskuteczności niedozwolonych postanowień umownych przy jednoczesnym utrzymaniu umowy w mocy w pozostałym zakresie. Abuzywny był bowiem cały mechanizm indeksacji, a nie jedynie postanowienia umowne przewidujące stosowanie w nim kursów CHF ustalanych jednostronnie przez pozwany bank. Wyeliminowanie tego mechanizmu skutkowało zaś konieczności stwierdzenia nieważności umowy w całości.

Dodać należy, że uwzględnienie roszczenia o zapłatę nie skutkuje brakiem interesu prawnego w odrębnym ustaleniu nieważności umowy bezpośrednio w treści orzeczenia. Czym innym jest bowiem przyjęcie poglądu o nieważności umowy jako przesłanki uwzględnienia roszczenia o zapłatę, a czym innym rozstrzygnięcie o jej nieważności w sentencji orzeczenia, mając przy tym na uwadze treść art. 365 § 1 k.p.c., który wiążący skutek rozstrzygnięcia odnosi do treści (sentencji) orzeczenia a nie do jego podstaw (uzasadnienia). Jest to tym bardziej istotne, że umowa nie została jeszcze wykonana przez powoda w całości, więc brak ustalenia jej nieważności nie chroniłby go przed roszczeniami banku o zapłatę pozostałej części świadczenia, mimo że co do spełnionych świadczeń orzeczono już o obowiązku ich zwrotu jako świadczenia nienależnego.

Na koniec wskazać należy, że nie zasługiwał na uwzględnienie podniesiony przez pozwanego w piśmie procesowym z dnia 18 stycznia 2023 r. zarzut zatrzymania zasądzonych na rzecz powoda kwot do czasu zaofiarowania przez niego zwrotu świadczenia spełnionego na jego rzecz przez bank w postaci zapłaty kwoty 180.000 zł z tytułu wartości kapitału udostępnionego mu na podstawie przedmiotowej umowy kredytu (k. 1007 i nast.).

Przede wszystkim wziąć trzeba pod uwagę, że wątpliwości budzi kwestia wzajemnego charakteru umowy kredytu. Nawet gdyby uznać, że elementów wzajemności można dopatrzyć się w odniesieniu do świadczeń, polegających z jednej strony za wstrzymywaniu się przez bank z żądaniem zwrotu udostępnionego kapitału, a z drugiej strony na zapłacie przez kredytobiorcę odsetek stanowiących zapłatę za korzystanie z tego kapitału w umówionym okresie (czyli wynagrodzenie za korzystanie z cudzego kapitału), to nie można uznać, że wzajemny charakter ma obowiązek zwrotu udostępnionego kapitału. Takie świadczenie nie stanowi bowiem ekwiwalentu udostępnienia kapitału, lecz jest obowiązkiem niezależnym od tego, czy i ja-ką zapłatę bank uzyska za jego udostępnienie. Tymczasem właśnie takiego obowiązku dotyczy podniesiony przez pozwanego zarzut zatrzymania.

Niezależnie od tego zauważyć należy, że zarzut zatrzymania ma służyć do zabezpieczenia interesów strony zobowiązanej do zwrotu świadczenia wzajemnego w celu zapewnienia jej, że sama również otrzyma od drugiej strony świadczenie, które spełniła na jej rzecz. W związku z tym podniesienie tego zarzutu uznać należy za niezasadne wówczas, gdy uprawniony może uzyskać ochronę swojego roszczenia w inny sposób. Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, gdy roszczenia obu stron o zwrot nienależnego świadczenia mają charakter pieniężny, ponieważ w takim przypadku możliwe jest przede wszystkim skorzystanie z zarzutu potrącenia. Inaczej mówiąc, zarzut zatrzymania wchodzi w rachubę jedynie wtedy, gdy strona zobowiązana do zwrotu otrzymanego świadczenia, jest narażona na to, że może nie uzyskać zwrotu świadczenia, które sama spełniła, a zatem gdy świadczenia obu stron mają różny charakter (przedmiot).

Wiąże się z tym ponadto kwestia dopuszczalności podniesienia zarzutu zatrzymania w odniesieniu do roszczenia, które nie jest jeszcze wymagalne. Skoro bowiem zarzut zatrzymania ma podobne znaczenie jak zarzut potrącenia, to uznać można, że co do zasady objęte nim roszczenie powinno być wymagalne. Z tego zaś punktu widzenia zauważyć należy, że pozwany w gruncie rzeczy dopiero w oświadczeniu o skorzystaniu z prawa zatrzymania po raz pierwszy w ogóle powołał się na to, że może przysługiwać mu względem powoda roszczenie o zwrot spełnionego na jego rzecz świadczenia, podczas gdy w toku całego postępowania, włącznie z apelacją, stanowczo i konsekwentnie zaprzeczał, aby umowa była nieważna, a spełnione na jej podstawie świadczenia stron podlegały zwrotowi jako nienależne. Niezasadne wydaje się więc zgłoszenie zarzutu zatrzymania bez uprzedniego wezwania powoda do zwrotu spełnionego na jego rzecz świadczenia lub połączenie w jednym oświadczeniu wezwania do jego zwrotu i zarzutu zatrzymania. Uznać wypada, że przede wszystkim pozwany powinien, choćby na wypadek nieuwzględnienia jego stanowiska, zażądać od powoda zwrotu swojego świadczenia, a dopiero potem podnieść ewentualnie zarzut jego zatrzymania.

Odmienne stanowisko mogłoby ponadto prowadzić do nadużywania przez bank uprawnień do podnoszenia zarzutu zatrzymania, który de facto nie zmierzałby do zabezpieczenia jego interesów, lecz miałby jedynie utrudniać lub uniemożliwiać skorzystanie przez konsumenta z ochrony przed klauzulami abuzywnymi, a tym samym wywoływać efekt odstraszający lub zniechęcający do dochodzenia przez niego swoich praw.

Warto w tym zakresie zwrócić uwagę na stanowisko Sądu Najwyższego, wyrażone w postanowieniu z dnia 6 grudnia 2022 r. (I CSK 4694/22, LEX nr 3460582), zgodnie z którym w wypadku uznania umowy za nieważną przedsiębiorca nie może poprzez zarzut zatrzymania żądać kompensacji niekorzystnych skutków jego bezprawnego zachowania. Art. 7 ust. 1 w związku z motywem dwudziestym czwartym dyrektywy 93/13/EWG zobowiązuje państwa członkowskie do zapewnienia stosownych i skutecznych środków zapobiegających dalszemu stosowaniu nieuczciwych warunków w umowach zawieranych przez sprzedawców lub dostawców z konsumentami. Niedopuszczalne byłoby takie ukształtowanie sytuacji prawnej konsumenta wskutek uznania umowy kredytu za nieważną z powodu zawartych w niej nieuczciwych postanowień umownych, które prowadziłoby do udaremnienia oczekiwanego skutku przepisów ochronnych w odniesieniu do konsumentów, realizującej w istocie tzw. efekt mrożący, a to wskutek istotnego pogorszenia sytuacji ekonomicznej konsumenta na skutek dokonanego przezeń wyboru wyjścia z sytuacji, w której stał się ofiarą nieuczciwej praktyki ze strony przedsiębiorcy.

Kierując się powyższymi względami, Sąd Apelacyjny na mocy art. 385 k.p.c. oddalił apelację jako pozbawioną uzasadnionych podstaw. Dodać wypada, że nie orzeczono o kosztach postępowania apelacyjnego, ponieważ powód, który wygrał sprawę w tym postępowaniu, w ogóle nie ustosunkował się do apelacji i nie wniósł o ich zwrot.

Na oryginale właściwy podpis.

Dodano:  ,  Opublikował(a):  Karolina Najda
Podmiot udostępniający informację: Sąd Apelacyjny w Gdańsku
Osoba, która wytworzyła informację:  Marek Machnij
Data wytworzenia informacji: